Ciąg dalszy historii
Ale poznałam je od razu. Klara – z lekko przechyloną głową. Zosia – z dłonią opartą o parapet, jak zawsze. Patrzyły prosto na mnie i uśmiechały się. Przeszywający ból rozdarł mi czaszkę, prawie się przewróciłam. Marcin przestraszył się, ale nie uciekł – tylko szepnął: „One czekają na ciebie każdego dnia. Smucą się, kiedy nie przychodzisz.” Po jego policzkach spływały łzy, powtarzał tylko ich słowa. – Czego one chcą? – wyszeptałam. – Dlaczego tu są? Wtedy coś w powietrzu się poruszyło. Tablica za nimi zaskrzypiała, a na niej pojawiły się słowa, jakby sam kredowy pył ożył: „Oni to zrobili. Boimy się.” Serce mi stanęło. Podeszłam bliżej, dotknęłam chłodnej powierzchni – nic nie czułam, tylko lodowaty dreszcz. „Kto – oni?” – krzyknęłam, lecz mój głos zginął w huku. Z dołu dobiegły odgłosy zamykanych drzwi, kroków. Wybiegliśmy z klasy. Przed budynkiem stała kobieta. Rozpoznałam ją natychmiast.
Alicja. Jej twarz pobladła, gdy mnie zobaczyła. – Nie powinnaś tu przychodzić – szepnęła. – One nie odejdą, dopóki nie poznasz prawdy. – Jakiej prawdy?! – wrzasnęłam. Nie odpowiedziała. Pokręciła tylko głową i upuściła teczkę, którą trzymała. Kartki rozsypały się na mokrym chodniku. Podniosłam jedną. Raport z dochodzenia. „Wypadek – wyciek gazu”. Podkreślone: „Prawdopodobna ingerencja osoby dorosłej”. Podpis „A. Kowalska” – Alicja. Podniosłam wzrok. Marcin stał obok mnie z szeroko otwartymi oczami. Za oknami drugiego piętra, tuż za Alicją, znów błysnęły sylwetki Klary i Zosi. Tym razem już się nie uśmiechały. Później dowiedziałam się prawdy – zawór nie został przerwany przypadkiem. Alicja próbowała się ogrzać, włączając niesprawny grzejnik, a gdy poczuła gaz – przestraszyła się, nie wyprowadziła dzieci. A potem wszystko ukryła. Ale one… one jej nie wybaczyły. Kilka dni później szkołę zamknięto. Alicja zniknęła. A ja zaczęłam widywać dziewczynki nie tylko we śnie. Czasem rano słyszę ich śmiech na schodach, czuję zapach kwiatów, jakby znów były w domu. Czasem mówię do nich: „Jestem tutaj”. I słyszę szept w odpowiedzi. „My też, mamo”. 💔