
— Klara, a gdzie teraz pracujesz? — zapytał Tomasz z przesadnym spokojem. — Głównie w Berlinie, ale właściwie ciągle w podróży. Paryż, Madryt, Rzym… Otwieramy nowe biura, rozwijamy projekty, pełna energia 24/7. Lubię to. Żyję adrenaliną, wiesz? — Oczywiście — z czułością potwierdziła Elżbieta — zawsze byłaś z charakterem. Mądra, ambitna. I piękna — to się nie zmieniło. Pauza. I spojrzenie w moją stronę. — A Laura dalej tam pracuje? — zapytała słodko. Uśmiechnęłam się, starając się, żeby usta się nie trzęsły. — Tak, dalej tam. Lubię pomagać ludziom. Nie każdy musi mierzyć sukces w kilometrach i cyferkach, prawda? Klara uniosła brwi. Tomasz spojrzał na mnie z wdzięcznością. Dalej rozmowa toczyła się jak według scenariusza: o pogodzie, o modzie, o tym, że „dziewczyny naszego pokolenia za bardzo boją się samorealizacji”. Elżbieta błyszczała jak prowadząca talk-show, Klara przytakiwała. Jadłam mechanicznie, czując, jak po stole rozlewa się lepka fala fałszu. Ale potem wszystko nagle się zmieniło. Tomasz odłożył widelec. — Mamo, możemy na chwilę do korytarza? Elżbieta oceniła jego ton i niechętnie wstała. Drzwi się zamknęły, lecz głosy było słychać. — Co ty znowu wymyśliłaś? — warknął Tomasz. — Nie przesadzaj. Klara tylko wpadła!