Ciąg dalszy historii
— A ci, których biliście, wiedzieli dlaczego? Podniosła rękę — amulet rozbłysnął znowu, a powietrze zadrżało. Jeden z chłopców upadł na kolana, drugi zasłonił twarz rękami i jęknął. Tylko główny, ten, który pierwszy ją złapał, patrzył jej prosto w oczy, jakby próbując zrozumieć, co się dzieje. — Kim ty jesteś? — wychrypiał. Helena lekko się uśmiechnęła: — Tą, która kiedyś też bała się przechodzić tym tunelem… — spuściła wzrok. — Ale już nigdy więcej. Z tymi słowami lekko poruszyła amuletem. Chłopcy drgnęli — i nagle wszystko ucichło. Światło zamigotało jeszcze raz, a potem… jakby nic się nie wydarzyło, stała sama. Na podłodze — trzy ciała, nieruchome, ale żywe. Oddychali. Leżeli po prostu, jak pogrążeni w głębokim śnie. Helena powoli się pochyliła, wyjęła z ich plecaków portfel z obcymi dokumentami, telefonami, biżuterią. Westchnęła. — Może, jak się obudzą, będą inni — powiedziała cicho i ruszyła w stronę wyjścia. Już przy schodach dobiegł ją dźwięk: gdzieś wyżej szczekał pies, przejechał autobus. Wszystko wracało do zwyczajności. Helena wyszła na ulicę, odetchnęła świeżym powietrzem i schowała amulet. Młody mężczyzna z torbą na ramieniu obejrzał się na nią: — Babciu, wszystko w porządku? Mówią, że tam jest niebezpiecznie. Spojrzała na niego i po raz pierwszy tego wieczoru uśmiechnęła się: — Tak, już nie. I poszła dalej, nie oglądając się za siebie. Światło w tunelu za jej plecami zamigotało jeszcze raz — i zgasło na dobre.