
…w wąskim przejściu jakby uderzyła fala lodowatego wiatru. Przywódca instynktownie cofnął się o krok. Helena stała prosto, rękę miała wciąż w kieszeni, ale jej oczy… były już inne. Nie było w nich strachu. Tylko bezdenny spokój i dziwny, metaliczny błysk. — Co do diabła… — zaczął chłopak, ale nie zdążył dokończyć. Helena wyciągnęła dłoń. W jej ręce nie było portfela, lecz mały amulet na ciemnym łańcuszku. Metal rozjaśnił się głuchym, jakby żywym światłem. W tunelu zrobiło się zimno jak na cmentarzu. Uśmiechy napastników znikły. — Co ty wyprawiasz, wiedźmo? — krzyknął jeden, cofając się ze strachem. Helena odpowiedziała cicho: — Chcę tylko, żebyście poczuli, jak to jest — być bezbronnym. W tej chwili światło zgasło. Polała się tylko jedna żółta lampa przy wejściu, rozświetlając scenę krótkim błyskiem: trzej chłopcy stali jak wryci, jakby ktoś przycisnął ich do ścian niewidzialną siłą. Twarze mieli blade, oddech urywany. — Puść nas! — wrzasnął drugi, próbując się poruszyć. — My… nie wiedzieliśmy! Helena powoli podeszła bliżej. Jej cień sunął po betonowych ścianach. — Nie wiedzieliście? — powtórzyła cicho.