Ciąg dalszy historii
Zbladł i chciał coś krzyknąć, ale Kamila już podeszła do drzwi. — Wyjdźcie. Wszyscy. Teraz. Magdalena prychnęła oburzona: — Co to za chamstwo! Kim ty jesteś, żeby nas wyrzucać z domu?! Kamila spojrzała prosto w jej oczy: — Właścicielką tego mieszkania. Jeszcze wciąż. I, dzięki Bogu, nie waszą krewną. W ich spojrzeniach widać było zdumienie, w jej — determinację. Leon stał chwilę, potem bez słowa odwrócił się i wyszedł, z hukiem zatrzaskując drzwi. Za nim opuściła mieszkanie cała jego rodzina, zostawiając po sobie ciężki zapach drogich perfum i niewypowiedzianą pogardę. Kamila została w ciszy. Tylko zegar na ścianie cicho tykał, odliczając sekundy jej nowego życia. Filiżanka na parapecie wystygła, lecz podniosła ją i upiła niewielki łyk — cierpki, zimny, jak prawda. Czas płynął powoli. Pierwszy szok minął, ustępując miejsca skupieniu. Kamila złożyła wniosek o urlop i wyjechała z miasta — do domku nad morzem, który kiedyś pokazywała jej babcia. Tam pachniało solą i starą porzeczką, i tam nie było Leona. Długo spacerowała brzegiem morza, zostawiając na mokrym piasku ślady, które zabierały fale.
Na telefon przychodziły wiadomości, których nie otwierała. Potem przestały przychodzić. Po dwóch tygodniach nadeszło pismo od notariusza — gratulacje. Okazało się, że babcia przepisała jej jeszcze niewielką działkę w podwarszawskiej miejscowości. Kamila uśmiechnęła się: jakby ktoś z góry szeptał jej, że wszystko będzie dobrze. Wieczorem siedziała na werandzie, patrząc, jak słońce powoli znika za horyzontem. Na stole znów stała filiżanka mięty. Świat przestał być groźny. Przypomniała sobie ten wieczór na Ryskiej, a w jej piersi rozlało się spokojne ciepło. Życie samo dało jej znak, kiedy trzeba było się zatrzymać. Kilkaset kilometrów dalej Leon próbował błyszczeć w kolejnym towarzystwie. Ale żarty nie wychodziły, znajomi odwracali wzrok, a gdzieś głęboko w środku pojawiło się coś dziwnego — po raz pierwszy od dawna poczuł prawdziwą pustkę. Kamila o nim już nie myślała. Wystarczyło jej, że wreszcie należała tylko do siebie.