Ciąg dalszy historii
Ja, jako współwłaścicielka, posłucham. Pobladł. – Ale ja nie wiem… – zaczął. – Oczywiście, przecież równość – przerwała miękko Magda. – Do dzieła. Udowodnij. Do południa biuro stało się sceną dziwnego spektaklu. Marek plątał się w słowach, mylił terminy, mówił bez sensu. Klient wyszedł, nie podpisując kontraktu. Gabinet zamilkł. Magda, stojąc przy oknie, tylko skinęła głową. – Dziękuję, Marku – powiedziała spokojnie. – Równość stała się faktem. Tylko zarobiłam dziś znów ja. Wyskoczył z krzesła, zmiął papiery, zaciskał pięści. – Ośmieszyłaś mnie! – Nie – odwróciła się. – Sam się ośmieszyłeś. Ja tylko dałam ci szansę być sobą. Wieczorem wróciła do domu. Gabinet był tak samo zagracony. Halina smażyła coś z czosnkiem. – Gdzie Marek? – spytała mimochodem. – Wyjechał – burknęła Halina. – Powiedział, że musi pomyśleć. Obraził się twój mężulek. Magda skinęła głową. – Doskonale. Póki myśli, my porozmawiamy. Spakowała pani swoje rzeczy? Taksówka już czeka. – Śmiesz?! – Halina podskoczyła, czerwona ze złości. – Zniszczyłaś syna, a teraz i mnie wyrzucasz?! – Nie – uśmiechnęła się Magda, obracając w dłoni klucze. – Po prostu przywracam przestrzeń tam, gdzie jej miejsce. Dziesięć minut później drzwi trzasnęły, a cisza powoli wypełniła mieszkanie. Na półkach równo leżały projekty, światło lampy odbijało się w szybie. Magda nalała sobie kieliszek wina, patrząc na nocne miasto w oknie. Telefon mrugnął wiadomością: „Przepraszam. Potrzebuję czasu. — Marek.” Uśmiechnęła się, odstawiła kieliszek na róg stołu i otworzyła nowy projekt. Praca czekała. I po raz pierwszy od dawna w tym mieszkaniu znowu można było swobodnie oddychać.