Nie wydawała się przekupiona.
Wydawała się zmęczona.
„Co znalazłeś?”
Susan otworzyła teczkę.
„Wszyscy trzej studenci złożyli dokładnie to samo zeznanie”.
„Co powiedzieli?”
„Że nigdy nie widzieli swojej córki”.
Uniosłem brew.
„Wszyscy trzej użyli tych samych czterdziestu dwóch słów”.
REKLAMA
Położyła na stole trzy kartki papieru.
Stwierdzenia były identyczne.
Nawet błędy interpunkcyjne się zgadzały.
„Napisali je za nich”.
Susan.
„Chyba tak”.
Potem położyła przede mną kolejne zdjęcie.
To był parking przy budynku naukowym.
Pusto.
„Kamery przestały nagrywać dokładnie o 10:48”.
„I wróciły?”
„O 11:53”.
Sprawdziłem godzinę.
Lily została znaleziona o 11:47.
Pięć minut przed ponownym uruchomieniem systemu.
Zbyt precyzyjnie.
Mój telefon zawibrował.
Wiadomość.
Reyes.
„Chen jest już na serwerze uniwersyteckim”.