Nie dzikie.
Pojedyncze, równomierne uderzanie żelaza o kamień.
Siedziała w małym pokoju niani obok apartamentu Mary, a jej serce już waliło.
W posiadłości panowała cisza, ale nie sen. Dom taki jak Weston Hargrove nigdy tak naprawdę nie spał. Oddychał kamerami, strażnikami, zamkniętymi drzwiami, szeptanymi rozkazami.
Potem rozległ się inny dźwięk.
Płaczące dziecko.
Holly wbiegła boso do pokoju Mary.
Łóżko było puste.
Okno było otwarte.
Napłynęło zimne powietrze.
Przez pół sekundy Holly nie mogła się ruszyć.
Wtedy zobaczyła maleńkie ślady stóp na balkonie, wyryte w mrozie.
„Mary” – wyszeptała.
Chwyciła płaszcz z krzesła i pobiegła.
Zanim dotarła na dziedziniec, w posiadłości zaczęły się pojawiać alarmy. Czerwone światła migotały na kamiennych murach. Mężczyźni krzyczeli do radiotelefonów.
Weston wyszedł ze skrzydła wschodniego w czarnych spodniach i rozpiętej koszuli, z pistoletem w ręku.
“Ostrokrzew!”
Wskazała na stajnie.
„Wyszła.”
Z jego twarzy zniknęła krew.
Północ zniknął ze swojego stoiska.
Brama była otwarta.
Za stajnią las ciągnął się w stronę zamarzniętego jeziora.
„Nie” – powiedział Weston.
Był to pierwszy ludzki dźwięk, jaki Holly kiedykolwiek z niego usłyszała.
Wtedy w ciemności rozległ się cichy głos.
“Tatuś?”
Wszyscy się odwrócili.
Mary stała na krawędzi ringu treningowego.
Północ stała za nią.
Bez siodła. Bez uzdy. Bez liny.
Potężne ciało ogiera osłaniało dziecko przed wiatrem, jego głowa pochylała się nad jej ramieniem niczym cień oddychający.
Weston zrobił krok naprzód.
Uszy Midnighta zostały położone płasko.
Strażnicy podnieśli broń.
„Opuść je!” – warknęła Holly.
Nikt się nie ruszył.
Odwróciła się, jej oczy płonęły. „Opuść je, bo kogoś zabije”.
Weston podniósł jedną rękę.
Wszystkie pistolety spadły.
Holly poszła naprzód.
Mary drżała, ale nie odniosła żadnych obrażeń.
„Słyszałam mamę” – powiedziała dziewczynka.
Weston się zatrzymał.
Holly uklękła przed nią. „Gdzie, kochanie?”
Mary wskazała na Północ.
„On ją zna.”
Ogier wypuścił powietrze, a gorąca mgła rozlała się w ciemności.
Holly spojrzała na niego.
Po raz pierwszy od przybycia na jej twarzy pojawił się strach.
Nie z konia.
Tego, co udowodnił.
Weston to widział.
„Co to jest?” zapytał.
Holly powoli wstała i wzięła Mary w ramiona.
„Myślę” – powiedziała niemal łamiącym się głosem – „że kupiłeś niewłaściwego konia od niewłaściwych ludzi”.
Zanim Weston zdążył odpowiedzieć, między drzewami rozległ się strzał.
Północ wyprostowana.
Mężczyźni krzyczeli.
Holly popchnęła Mary w dół i przykryła ją swoim ciałem.
Kula trafiła w słupek ogrodzenia, w miejscu, w którym kilka sekund wcześniej znajdowała się głowa Mary.
Weston oddał dwa strzały w ciemność.
Jakiś mężczyzna krzyknął.
Wtedy las ożył.
Nie, gdy atakujący się rzucą.
Gdy uciekli.
O świcie ludzie Westona znaleźli jedno ciało w pobliżu linii drzew.
Brak dowodu tożsamości. Brak telefonu. Brak odcisków palców w jakiejkolwiek bazie danych.
Ale na jego szyi wisiał srebrny amulet w kształcie głowy konia.
Holly to zobaczyła i zamarła.
Weston zauważył.
„Znasz ten symbol.”
Nie zaprzeczyła.
Wyprosił z pokoju wszystkich oprócz Tristana.
Holly stała w kuchni, blada w ostrym porannym świetle, a Mary spała na górze pod strażą.
Weston położył amulet na stole.
“Rozmawiać.”
Holly wpatrywała się w to.
„Mój ojciec pracował kiedyś dla prywatnego syndykatu wyścigowego” – powiedziała. „Nazywali się Crown Stable. Bogaci ludzie. Niebezpieczni ludzie. Kolekcjonowali konie tak, jak inni kolekcjonują obrazy. Rzadkie linie krwi. Nielegalne wyścigi. Zakłady na krew”.
Tristan zmarszczył brwi. „Krwawe zakłady?”
„Koń wygrywa, ktoś dostaje zapłatę. Koń przegrywa…” Jej głos stał się cichszy. „Czasami właściciel traci więcej niż tylko pieniądze”.
Szczęka Westona się zacisnęła.
„A północ?”
Holly spojrzała w stronę okna.
„Mój ojciec wyhodował swoją linię. Ojciec Midnighta nazywał się Black Saint. Miał zostać im sprzedany. Mój ojciec odmówił, widząc, co zrobili z nieposłusznymi końmi”.
„Co oni zrobili?”