Oczy Holly spotkały się z jego oczami.
„Rozbijali je tak długo, aż nie było już czego rozbijać”.
W pokoju zapadła cisza.
„Mój ojciec ukrył źrebaka. Potem zniknął. Matka zmieniła nam imiona. Uciekaliśmy latami”. Dotknęła krawędzi stołu, próbując się uspokoić. „Myślałam, że to się skończy, kiedy ona umrze”.
Weston spojrzał na amulet.
„To się nie skończyło. Znaleźli cię.”
„Nie” – szepnęła Holly. „Znaleźli go”.
Na zewnątrz słychać było krzyki Midnight.
Nie krzyk strachu.
Ostrzeżenie.
Pierwszy ruszył Weston.
Gdy dotarli na dziedziniec stajni, Midnight walił kopytami w drzwi boksu, wpatrując się w drogę za żelazną bramą.
Czarny SUV czekał tam.
Jego szyby były przyciemniane.
Brak talerzy.
Jeden ze strażników Westona podszedł z podniesionym karabinem.
Tylna szyba opadła.
Biała koperta wylądowała na żwirze.
Następnie SUV cofnął się i zniknął w głębi podjazdu.
Weston osobiście odebrał kopertę.
W środku znajdowało się pojedyncze zdjęcie.
Mary, śpiąca w swoim łóżku.
Zdjęcie zrobione z wnętrza pokoju.
Na odwrocie czerwonym atramentem napisano:
DAJCIE NAM KONIA, A DZIEWCZYNA BĘDZIE ODDYCHAĆ.
Weston nie odezwał się.
Jego milczenie było gorsze niż krzyk.
Tristan zaklął pod nosem. „Mamy przeciek”.
Weston zwrócił się do Holly.
Po raz pierwszy nie wyglądał na bossa mafii, nie na wdowca, ani nawet nie na ojca.
Wyglądał jak człowiek stojący na krawędzi utraty jedynej rzeczy, która mogła go jeszcze zranić.
Holly sięgnęła po zdjęcie.