Jej ręka się trzęsła.
„Nie przestaną” – powiedziała. „Nie teraz”.
Głos Westona był cichy.
„Ja też nie.”
Tego popołudnia majątek uległ przemianie.
Bramy zamknięte. Strażnicy podwoili liczebność. Kamery sprawdzone. Służba przesłuchana. Telefony skonfiskowane. Mężczyźni, którzy latami jedli przy stole Westona, nagle znaleźli się w lufach broni trzymanych przez ludzi, których kiedyś uważali za przyjaciół.
Holly powiedziano, żeby została z Mary.
Tak, zrobiła to.
Ale zrobiła też coś, czego Weston nie nakazał.
Poszła do Midnight.
Ogier znów stanął na ringu treningowym, jego czarna sierść lśniła pod posiniaczonym niebem. Finn obserwował go zza płotu, z założonymi rękami i twarzą ściągniętą z niepokoju.
„Nie powinieneś tam być” – powiedział.
Holly go zignorowała.
Północ nadeszła do niej bez wahania.
Przycisnęła czoło do jego czoła.
„Pamiętasz, prawda?” wyszeptała.
Jego oddech ogrzewał jej policzek.
Weston przybył na tyle cicho, że nikt go nie zapowiedział.
Holly się nie odwróciła.
„Mój ojciec powiedział mi, że koń może nosić w swoim ciele wspomnienie” – powiedziała. „Ból. Zaufanie. Strach. Głos”.
„Myślisz, że znał twoją matkę?”
“NIE.”
„To dlaczego Mary powiedziała, że on zna jej?”
Holly zamknęła oczy.
„Ponieważ Midnight była tam tej nocy, kiedy zginęła twoja żona”.
Weston zamarł.
Wtedy Holly się odwróciła.
„Nie sądzę, żeby eksplozja samochodu była przeznaczona dla ciebie”.
Słowa te uderzyły mocniej niż jakakolwiek kula.
Weston wszedł na ring.
Północ nadeszła, ale nie stanowiła zagrożenia.
„Moją żonę zabili moi wrogowie”.