W restauracji zapadła cisza. Klienci wiercili się niespokojnie na siedzeniach, niektórzy kpili z dziewczyny, która ośmieliła się wejść do tak ekskluzywnego lokalu. Kelner podbiegł, szepcząc: „Proszę pana, zaraz ją wyprowadzę”.
Ale Edward uniósł rękę, żeby go powstrzymać. Jego wzrok utkwił w oczach dziewczyny: wielkich, ciemnych, pełnych mieszaniny głodu i cichej rozpaczy. Coś w nim drgnęło. Zobaczył siebie. Dziesiątki lat wcześniej Edward był tym chłopcem. Urodzony w slumsach, żebrał na ulicach, żywiąc się resztkami, dopóki mentor go nie przygarnął. Każdy siniak, każda noc spędzona z pustym żołądkiem, powróciły do niego w jednej sekundzie.