Myślałam, że najtrudniejszą częścią przetrwania pożaru było nauczenie się życia z bliznami, które po nim pozostały. Ale po jednej nocy na balu maturalnym wszystko, co myślałam, że wiem o mojej przeszłości, się zmieniło.
Miałam dziewięć lat, kiedy wybuchł pożar.
Obudziłam się kaszląc, otoczona tak gęstym dymem, że nie widziałam drzwi do mojej sypialni. Gdzieś na górze mama krzyczała moje imię. Zanim strażacy nas wynieśli, kuchnia została zniszczona, a części mojej twarzy, szyi i ramienia były tak mocno poparzone, że pozostały blizny, które nigdy do końca nie zniknęły.
Z biegiem lat człowiek przyzwyczaja się do swojego odbicia w lustrze.
Obudziłam się kaszląc.
***
Najtrudniejsze było dorastanie z ludźmi, którzy ciągle się na mnie gapili. Nikt w szkole nie mówił otwarcie okrutnych rzeczy, ale zawsze zauważałam spojrzenia, szepty i pytania. To bolało.
Ale w ostatniej klasie nauczyłam się udawać, że mnie to nie rusza.
Kiedy więc nadszedł bal maturalny, powiedziałam mamie, że nie chcę iść.
„Nie możesz się ukrywać wiecznie, Cindy” – powiedziała. „Jedna zła rzecz już raz zmieniła twoje życie. Nie pozwól, żeby decydowała za ciebie. Bal maturalny zdarza się raz w życiu”.
W końcu mnie zmęczyła.
Nauczyłam się udawać, że mnie to nie rusza.