***
Kupiliśmy sukienkę, zakręciliśmy mi włosy, a ja spędziłam godzinę na robieniu makijażu, który w większości zakrywał blizny na szyi.
Ale gdy tylko weszłam na bal, żałowałam, że poszłam.
Sala gimnastyczna wyglądała przepięknie. Z sufitu zwisały światła, a z głośników płynęła muzyka. Ale wszyscy moi koledzy z klasy robili zdjęcia, tańczyli i śmiali się beze mnie, jakbym nie istniała.
Stałam sama przy stoliku z drinkami, udając, że piszę do ludzi, którzy do mnie nie pisali.
Po prawie godzinie byłam gotowa do wyjścia.
Wtedy podszedł Caleb.
Żałowałam, że poszłam.
Wszyscy znali Caleba. Chodził do mojej klasy: popularny, wysoki, przystojny i kapitan drużyny futbolowej. Typ faceta, o którym dziewczyny ciągle szeptały, co sprawiło, że zrobiło się jeszcze dziwniej, gdy stanął przede mną, wyglądając na zdenerwowanego.
Potem wyciągnął rękę i zapytał: „Czy zatańczysz ze mną?”.
Szczerze myślałam, że żartuje, ale nie.
Więc wzięłam go za rękę.
W chwili, gdy wprowadził mnie na parkiet, ludzie zaczęli się gapić. Słyszałam szepty dziewczyn. Kilku chłopaków wyglądało na kompletnie zszokowanych.
Caleb ignorował ich wszystkich.
Więc wzięłam go za rękę.