Siedzisz na podłodze w jadalni z córką na rękach, podczas gdy policja wyprowadza Mauricia i Hortensję w kajdankach.
Ariadna trzęsie się tak mocno, że czujesz każdy dreszcz, który przechodzi przez jej kości. Jej policzek puchnie. Z wargi leci krew. Jej bluzka z długim rękawem podwinęła się na tyle, że widzisz blednące siniaki wokół nadgarstka, fioletowo-żółte, wystarczająco stare, by powiedzieć ci, że ta kolacja to nie początek.
To był dopiero pierwszy raz, kiedy popełnił błąd, robiąc to na twoich oczach.
W mieszkaniu panuje cisza, słychać jedynie odległe szepty sąsiadów na korytarzu. Pieprzyk stygnie na stole. Świeczka urodzinowa Rodriga wciąż nie jest zapalona obok tortu, który twoja córka upiekła dla zmarłego ojca. Twój mąż też powinien tam być, żeby ją chronić, ale go nie ma, a dziś wieczorem nosisz w sobie zarówno swój żal, jak i jego gniew.
Dotykasz włosów Ariadny.
„Spójrz na mnie, kochanie”.