No i proszę.
Nie nakaz zakazu kontaktu.
Nie napaść.
Pieniądze.
To go przeraża.
Po rozprawie Hortensia podchodzi do ciebie na korytarzu.
Rachel podchodzi, ale unosisz rękę.
Pozwól jej mówić.
Hortensja patrzy na ciebie z nienawiścią ubraną w godność.
„Myślisz, że ją uratowałeś?” Mówi.
Patrzysz na nią.
„Nie. Uratowała się, mówiąc prawdę. Po prostu odebrałem telefon.”
„Wróci do niego.”
Uśmiechasz się blado.
„Zawsze miałaś taką nadzieję, prawda?”
Jej oczy się zwężają.
„Nic nie wiesz o rodzinie.”
Podchodzisz bliżej.
„Wiem wystarczająco dużo, żeby rozpoznać matkę, która wychowała syna tak, by mylił kontrolę z miłością.”
Jej twarz drga.
Na sekundę maska się zsuwa.
Potem szepcze: „Rodrigo powinien był cię nauczyć pokory”.
Imię twojego męża w jej ustach brzmi jak dłoń na twoim gardle.