To twoja córka.
Nie drżąca kobieta na podłodze.
Nie żona przepraszająca za rozlaną wodę.
Twoja córka.
Wspaniale.
Jasne.
Żywe.
Ty też zeznajesz.
Prokurator pyta o kolację.
Opisujesz stół, wodę, policzek, brawa Hortencji, panikę Mauricio, kiedy zadzwoniłaś na policję.
Następnie pyta: „Dlaczego zaczęłaś nagrywać?”
Odpowiadasz: „Ponieważ w sprawach o przemoc domową prawdę często atakuje się, zanim siniaki zbledną”.
Adwokat wstaje.
„Pani Villaseca, czy to prawda, że poświęciła pani swoją karierę na budowanie spraw przeciwko mężczyznom takim jak moja klientka?”
Uśmiechasz się lekko.
„Tak”.
„Więc przyszła pani na tę kolację stronnicza?”
„Nie. Przyszłam z żalem z powodu urodzin męża i mam nadzieję, że moja córka jest bezpieczna”.
Próbuje ponownie.
„Nie jest pani neutralna”.
„Zgadza się. Jestem jej matką”.
Przez salę sądową przechodzi szmer.
Kontynuujesz, zanim zdąży cię powstrzymać.
„Ale dowody są neutralne. Nagranie jest neutralne. Zdjęcia medyczne są neutralne. Przelewy bankowe są neutralne. Wiadomości twojego klienta o kontrolowaniu mojej córki są neutralne. Moja miłość do niej nie sprawia, że jego przemoc jest urojona.”
Adwokat siada wcześniej, niż się spodziewano.