Ho
rtensia zeznaje przeciwko radzie.
Oczywiście, że tak.
Jak Vivian. Jak Patricia. Jak każda kontrolująca matriarcha, która myli uwagę na sali sądowej z władzą społeczną.
Nosi szary jedwab i mówi o wartościach rodzinnych. Mówi, że Ariadna była niedbała, dramatyczna, zimna, niewdzięczna, obsesyjnie skupiona na karierze i nieszanująca Mauricio. Mówi, że żona musi wiedzieć, jak utrzymać dom. Mówi, że klaskała przy kolacji, bo była zdenerwowana.
Prokurator odtwarza nagranie.
„Niezdarna żona potrzebuje sprostowania”.
Twarz Hortencji napina się.
Pyta: „Jakiej sprostowania, twoim zdaniem, potrzebowała Ariadna?”
Nie odpowiada.
Pyta: „Czy pomogłaś Mauricio uzyskać dostęp do spadku po Ariadnie?”
„Nie”.
Pokazuje wyciągi bankowe powiązane z jej mieszkaniem.
Twierdzi, że nie wiedziała.
Pokazuje e-maile.
Mówi, że źle zrozumiała.
Pokazuje wiadomości z telefonu na kartę.
Jej maska w końcu pęka.
„Ta dziewczyna by go zrujnowała” – warczy.
Sala sądowa milknie.
No i proszę.
Prawda pod perfumami.
Ława przysięgłych ją słyszy.