„Muszę z nim po prostu porozmawiać”.
„Taylor z kolczykiem?” zapytałem.
Drew skinął głową. „Jej rodzice wyjechali na weekend”.
Poprosiłem o adres i mi go podał.
Podziękowałem mu i wyszedłem, zanim ktokolwiek zdążył cokolwiek powiedzieć.
***
Dwadzieścia minut później stałem przed małym niebieskim domem, po tym jak taksówka mnie wysadziła. Zapukałem. Odebrał Taylor, ubrany w za dużą bluzę, i wyglądał na autentycznie zaskoczonego moim widokiem.
„Cindy?”
„Przepraszam, że tak się zjawiłam, ale policja i rodzice Caleba przyszli do mnie dziś rano go szukać”.
W chwili, gdy wypowiedziałam imię Caleba, jej wyraz twarzy się zmienił.
Spytałam o adres.
Potem usłyszałam kroki za nią, zanim pojawił się Caleb. Wyglądał na wyczerpanego, jakby w ogóle nie spał.
W chwili, gdy mnie zobaczył, zbladł.
„Cindy…”
Zacisnęłam mocno ramiona. „Byłaś tam w noc pożaru?”
Przez chwilę nikt się nie odzywał.