„Uczucie?”
„To pani powiedziała całej rodzinie, że jestem bezpłodna i nie zasługuję na pani syna”.
„To ty wtrącałaś się w nasze małżeństwo i namawiałaś go, żeby pilnował nawet mojej pensji”.
„Za każdym razem, gdy prosiłaś mnie o pieniądze, naprawdę uważałaś mnie za córkę?”
Każde moje słowo było bezpośrednim policzkiem wymierzonym w jej dumę.
Drżała z wściekłości, ale nie miała jak się bronić.
Wokół nas szepty tylko narastały.
Właśnie w tym momencie pojawił się Julien.
W jednej ręce ciągnął walizkę. W drugiej torby wypełnione owocami, kukurydzą i…
Suplementy diety i prezenty kupione w klinice. Élodie stanęła na jego ramieniu, opierając się delikatnie o niego z wystudiowaną kruchością, graniczącą z absurdem.
Gdy tylko zobaczył scenę przed budynkiem, zamarł.
„Mamo? Claire? Co tu się dzieje?”
Madame Delorme podbiegła do niego, płacząc i krzycząc, jakby właśnie odebrano jej ostatnią deskę ratunku.
„Julien, mój synu, dzięki Bogu, że tu jesteś!”
„Ta bezduszna kobieta pozbawiła mnie kieszonkowego, a nawet sprzedała dom!”
„Gdzie teraz będziemy mieszkać?”
Stałam tam z założonymi rękami, obserwując spektakl matki i syna, niezdolnych do życia bez tego, co mi zabrali.
„Miałam pełne prawo sprzedać ten dom”.