Kiedy drzwi się zamknęły, w mieszkaniu zapadła cisza.
Valeria posprzątała, co trzeba, a następnie sprawdziła gabinet, w którym Mauricio trzymał swój komputer. Nie szukała zemsty. Chciała zrozumieć.
W szufladzie znalazła teczkę z kopiami jego dowodu osobistego, kwitami podatkowymi od nieruchomości i kopią aktu własności mieszkania.
Był tam również wniosek o pożyczkę na cztery miliony pesos.
Wnioskodawcą był Mauricio Torres.
Zabezpieczenie: mieszkanie Valerii.
Poczuła ścisk w żołądku.
Otworzyła komputer. Mauricio zostawił otwartą aplikację do wiadomości. W rozmowie z Teresą padły słowa, które przeszyły ją na wskroś.
„Po ślubie będzie łatwiej”.
„Podpisuje wszystko, kiedy jest zmęczona”.
„Twój kuzyn z firmy już przygotował pełnomocnictwo”.
„Dzięki pożyczce spłacimy twoje długi i otworzymy firmę”.
Valeria robiła zdjęcia każdej wiadomości.
Następnego ranka zadzwoniła do Laury Mediny, koleżanki ze studiów, która teraz pracowała jako prawniczka. Dwie godziny później siedzieli naprzeciwko pracownika banku.
Mężczyzna przejrzał dokumenty i zmarszczył brwi.
„Pani Cruz, proces nie został zatwierdzony, ale zaszedł dalej, niż powinien”.
„Niczego nie autoryzowałem”.
„Oto pełnomocnictwo podpisane przez panią”.
Valeria przyjrzała się podpisowi.
Wyglądał jak jej, ale to nie był jej podpis.
Laura poprosiła o uwierzytelnioną kopię i zapytała, kto zatwierdził dokument.
Pracownik pisał przez kilka sekund.
„Asystent notariusza, Ricardo Torres”.
Mauricio miał kuzyna o imieniu Ricardo.
Potem pracownik otworzył kolejny plik i zamarł.
„Jest jeszcze coś. Wycena jest zaplanowana na jutro… ale wniosek zawiera klauzulę, która umożliwia dostęp do kredytu w dniu ślubu”.
Valeria poczuła, jak jej gniew przeradza się w jasność umysłu. Wszystko było… Wszystko było zaplanowane, gdy organizowała ślub, który uznali za idealną okazję do realizacji swojego planu.
Nie chcieli infiltrować jej rodziny.
Chcieli przejąć jej majątek.
A kiedy Laura przeczytała ostatnią stronę, podniosła wzrok z wyrazem twarzy, który zaparł Valerii dech w piersiach.
„To już nie jest próba oszustwa” – powiedziała. „Jest tu drugi sfałszowany podpis… i należy do kogoś, kto zmarł trzy lata temu”.
CZĘŚĆ 3
Podpis należał do matki Valerii.
María Elena Cruz zmarła trzy lata wcześniej po długiej chorobie. W ostatnich miesiącach życia Valeria zajmowała się lekarzami, lekami i papierkową robotą, a Mauricio pojawiał się z kawą i obietnicami, że nigdy jej nie zostawi samej.
Jednak we wniosku bankowym María Elena została wymieniona tak, jakby wciąż żyła i zrzekła się wszelkich praw do mieszkania.
„Moja matka zmarła, zanim Mauricio się do mnie wprowadził” – wyszeptała Valeria.
Laura przyjrzała się dokumentowi.
„Dlatego się odważyli”. Myśleli, że nikt nie będzie weryfikował ciągów podpisów rodzinnych, jeśli przedstawią stare kopie dokumentów tożsamości.
„Skąd wzięli te dokumenty?”
Odpowiedź natychmiast przyszła Valerii do głowy.
Podczas pogrzebu Teresa zaoferowała się uporządkować dokumenty. Przez kilka dni trzymała nawet pudełko z aktami urodzenia, rachunkami i kopiami dokumentów tożsamości. Valeria była zbyt załamana, by cokolwiek podejrzewać.
Ta „pomoc” była kradzieżą.
Laura poprosiła ją, żeby na razie z nimi nie konfrontowała. Najpierw musieli zabezpieczyć nieruchomość, powiadomić bank, poprosić o powiadomienie w urzędzie stanu cywilnego i zgłosić fałszerstwo.
Przez kolejne czterdzieści osiem godzin zbierali zrzuty ekranu, nagrania audio, teczkę znalezioną w mieszkaniu oraz nagrania z kamer monitoringu w budynku. Dwóch sąsiadów potwierdziło, że Ricardo Torres, kuzyn Mauricio, wchodził do mieszkania kilka razy, gdy Valeria była w pracy.
Znaleźli też coś, o czym Mauricio nie wiedział: kamera monitoringu przy wejściu nagrała dźwięk.
Na jednym z nagrań Teresa powiedziała:
„Jak tylko się pobiorą, niech podpisze pełnomocnictwo. Jeśli poprosi, powiedz mu, że to tylko papierkowa robota”. Z salonu dobiegał dźwięk.
Mauricio odpowiedział:
„A co, jeśli Laura coś sprawdzi?”
„Nie zapraszaj jej. Ten prawnik ciągle podsuwa jej jakieś pomysły”.
Potem słychać było Ricardo mówiącego:
„Podpis zmarłej kobiety jest już w domu. Reszta to tylko papierkowa robota”.
Valeria wstrzymała nagranie.
Nie płakała za Mauricio.
Płakała za matką, którą zamienili w „martwą”, gdy wykorzystywali jej dokumenty do kradzieży córce.
Skarga została złożona tego popołudnia. Bank zablokował akta, a Urząd Stanu Cywilnego umieścił ostrzeżenie o mieszkaniu.
„Nadal uważają, że nie wiesz wszystkiego” – powiedziała Laura. „To może nam pomóc”.
Mauricio wysyłał wiadomości od dwóch dni. Najpierw przeprosił. Potem zagroził, że pozwie ją do sądu i zażąda „tego, co mu się prawnie należało” za to, że z nią mieszkał.
Valeria odpowiedziała, postępując zgodnie z instrukcjami Laury:
„Musimy porozmawiać. Jutro o szóstej. W salonie”.
Spotkanie odbyło się w odrestaurowanej starej rezydencji w Guadalajarze. Valeria wpłaciła prawie cały zadatek.
Mauricio przyjechał z Teresą i Ricardo. Zastał Valerię siedzącą w ogrodzie z Laurą. Czekał przy wejściu.
Dwóch śledczych po cywilnemu stało w pobliżu.
„Dobrze, że się przemyślałeś” – powiedziała Teresa. „Inteligentna kobieta nie rujnuje sobie przyszłości przez kłótnię domową”.
Valeria spojrzała na Mauricio.