Uzyskałem nakaz sądowy, aby wstrzymać kremację, zanim dotkną ciała mojej córki.
A ostatnią rzeczą, jakiej się spodziewałem, był telefon Tomása, który nadal transmitował na żywo.
Arturo nalał szampana do trzech kieliszków.
„Wznieśmy toast” – powiedział. „Za zamknięte rozdziały”.
Uniosłem kieliszek, nie pijąc.
„Nie, Arturo. Za otwarcie grobów”.
W tym momencie ktoś zapukał do drzwi.
I po raz pierwszy odkąd go poznałem, zobaczyłem strach w jego oczach.
CZĘŚĆ 3: GŁOS, KTÓREGO NIE MOGLI POCHOWAĆ
Arturo nie otworzył od razu.
Wpatrywał się w drzwi, jakby za nimi kryło się coś niemożliwego. Ramiro postawił kieliszek na kominku, ale jego palce drżały tak bardzo, że szkło kilka razy stuknęło o drewno.
„Do kogo dzwoniłeś?” – zapytał mnie Arturo.
„Do nikogo”.
Rozległo się kolejne pukanie.
Tym razem głośniejsze.
„Arturo Santillán!” krzyknął głos z zewnątrz. „Otwórz drzwi”.
Arturo odwrócił się do mnie, a jego oczy płonęły.
„Co zrobiłeś?”
„To samo, co próbowała zrobić moja córka przed śmiercią” – odpowiedziałam. „Powiedziałam prawdę”.
Ruszył do przodu, jakby chciał mi wyrwać torebkę. Ramiro powstrzymał go, chwytając za ramię.
„Nie bądź idiotą. Może być policja”.
„Zamknij się”.
Drzwi otworzyły się, zanim Arturo zdążył się zdecydować. Ślusarz z prokuratury je otworzył. Weszło dwóch agentów federalnych, trzech policjantów śledczych, lekarz sądowy i prokurator, Mariana Salas – młoda kobieta, którą obserwowałam, jak awansowała w sądach, stając się jedną z najbardziej przerażających prawniczek w prokuraturze.
Arturo uniósł ręce, nie po to, by się poddać, lecz by działać.
„Prokuratorze, to rodzinne spotkanie w sprawie spadku. Moja teściowa jest zrozpaczona. Wczoraj pochowała córkę”.
Mariana położyła dokument na stole, tuż obok szampana.
„Arturo Santillán, niniejszym powiadamia się pana o dochodzeniu w sprawie oszustwa, fałszerstwa dokumentów, zastraszania, oszukańczej administracji, kradzieży tożsamości medycznej i możliwego zabójstwa Valerii Rivas”.
Ramiro zbladł.
„Zabójstwo?”
Arturo parsknął suchym śmiechem.
„To absurd. Valeria zmarła na serce”.
„Tak napisano w pierwszym raporcie” – odparł ekspert. „W drugim nie”.
Pokój zdawał się kurczyć.
Wyjąłem z torby zaszyfrowaną kartę pamięci i podłączyłem ją do telewizora. Nikt się nie odzywał, gdy otwierał się plik. Kiedy głos mojej córki wypełnił dom, Arturo zbladł.
„Arturo, proszę, pozwól mi porozmawiać z lekarzem…”
Potem jej głos.
„Jeśli powiesz cokolwiek matce, każę jej pilnować, żebyś wszystko stracił, zanim umrzesz”.
Ramiro spojrzał na brata.
„Mówiłeś mi, że nie ma dowodów”.
Arturo zacisnął zęby.
„To nagranie jest edytowane”.
„Nie” – powiedział dr Gustavo Herrera, wchodząc za agentami. „Przekazałem oryginalne urządzenie. Ma datę, godzinę i pełny dziennik”.
Arturo próbował rzucić się na telewizor. Dwóch agentów chwyciło go i przycisnęło do stołu. Sfałszowane dokumenty pofrunęły w powietrze. Jego policzek uderzył w rezygnację, którą właśnie świętował.
„To nie dowodzi, że ją zabiłem!” krzyknął. „Była chora! Wszyscy o tym wiedzieli!”
Ekspert otworzył zapieczętowaną teczkę.
„Valeria miała kontrolowany stan. Nie zagrażający życiu. W jej krwi znaleźliśmy niebezpieczną mieszankę leku na serce i silnego środka uspokajającego, który został odstawiony na podstawie sfałszowanej recepty. Recepta zawierała numer licencji zawodowej lekarza, który zmarł trzy lata temu”.
Ramiro cofnął się.
„Wziąłem tylko torbę”.
Arturo gniewnie odwrócił głowę.
„Zamknij się!”
Prokurator Mariana spojrzała na Ramiro.
„Apteka w Satélite ma nagranie. Odebrał pan lek we wtorek o 18:17. Są też wiadomości, w których pański brat podaje dawkowanie”.
Ramiro zaczął oddychać jak dziecko przyparte do muru.