CZĘŚĆ 2
Świat wokół mnie się zatrzymał.
Rozmowy ucichły.
Nawet najbardziej rozmowni kuzyni przestali oddychać.
Laurent zbladł.
„Co to jest?”
Nie odpowiedziałam mu.
Ręce tak mi drżały, że Madame Vidal położyła swoje na moich nadgarstkach.
„Czytaj, Amandine”. Chciała, żebym przeczytała to na głos.
Więc przeczytałam.
Głos mi się łamał.
Przed kwiatami.
Przed trumną.
Przed moim mężem.
Przed Solène Rigal, która stała nieruchomo z tyłu kościoła.
„Amandine,
Jeśli ten list jest otwarty, to dlatego, że odeszłam. Nigdy nie byłam kochającą macochą. Myliłam wymaganie z godnością. Czasami byłam wobec ciebie niesprawiedliwa. Ale w ostatnich miesiącach wyraźnie zobaczyłam to, czego mój syn nie chciał dostrzec: byłaś jedyną osobą w tym domu, która traktowała mnie jak żywą kobietę, a nie jak ciężar czy konto bankowe”.
Moje oczy napełniły się łzami.
Laurent zrobił krok w moją stronę.
„Przestań”.
Pani Vidal stanęła między nami.
„Twoja matka chciała prawdy, Laurent”.
Kontynuowałam.
„Wiedziałam o Laurencie i doktorze Rigalu przed Amandine. Słyszałam, jak się śmieją na werandzie, myśląc, że moje leki powodują u mnie senność. Słyszałam, jak ta kobieta mówi, że moje lęki ułatwiają mi podejmowanie decyzji. Słyszałam, jak mój syn odpowiada, że nie wie już, jak płacić, ale że nie może jej stracić”.
W kościele rozległ się szmer.
Solène lekko odwróciła głowę w stronę wyjścia.
Ale brat Laurenta, Michel, zablokował jej drogę bez słowa.
Wróciłem do czytania.
„Ten lekarz nie przewidział, że chora staruszka wciąż słyszy doskonale, gdy mówi się o niej jako o źródle dochodu. Amandine zauważyła moje omdlenia, moje spadki koncentracji, moje postępy, gdy pewne tabletki zostały odstawione pod nadzorem innego lekarza. Nie uratowała mnie przed śmiercią. Nikt nie mógł. Ale uratowała mnie przed upokorzeniem związanym z umieraniem w kłamstwie”.
Oczy Laurenta były zaczerwienione.
„Mama nie mogła tego napisać”.
Pani Vidal wyciągnęła drugi dokument.
„Podyktowała go przy mnie i podpisała w obecności notariusza”.
Słowo „notariusz” uciszyło Laurenta.
Kontynuowałem.
„Powierzyłam Maître Granier teczkę zawierającą faktury, recepty, wydrukowane wiadomości, które udało mi się zdobyć, oraz notatki Amandine. Zażądałam złożenia skargi do odpowiednich organów po mojej śmierci. Nie chcę, żeby moje nazwisko służyło ochronie kobiety, która myliła medycynę, uwodzenie i pieniądze”.
Solène w końcu przemówiła.
„To zniesławiające”.
Jej głos był spokojny, ale twarz zupełnie inna.
Spojrzałam na nią.