Mara rzuciła się naprzód.
Eliza zamarła na sekundę.
Potem krzyknęła: „Mamo!”
Mara osunęła się na kolana, gdy dziecko wbiegło jej w ramiona.
Na chwilę nawet wściekłość Lawsona zniknęła.
Genevieve chroniła Elizę.
Cokolwiek jeszcze zrobiła, ta część była prawdą.
Genevieve spojrzała na Lawsona.
„Vane chciał ją mieć, ponieważ odziedziczyła po Mary odporność komórkową”.
„A potem Jonasz?”
Genevieve otarła oczy.
„Jonasz odziedziczył moją niestabilność”.
„I Yates to aktywował.”
“Tak.”
“Dlaczego?”
„Ponieważ Projekt Eidolon wymagał dowodu, że stan ten można wywołać i odwrócić”.
Lawson wpatrywał się.
„Wykorzystali mojego syna jako eksperyment.”
Genevieve skinęła głową.
„Bez twojej wiedzy”.
„A Blythe?”
Genevieve odwróciła wzrok.
To go przeraziło.
„A co z Blythe?”
„Zachorowała z przyczyn naturalnych”.
Lawson zamknął oczy.
Jedno dziecko zostało celowo skrzywdzone.
Jedno dziecko z natury nie radzi sobie.
Oboje uwięzieni przez te same badania.
„Czy można ich uratować?”
Genevieve wciągnęła powietrze.
“Tak.”
Oczy Lawsona się otworzyły.
„Nie kłam.”
„Nie jestem.”
Podeszła do lodówki i wyjęła zapieczętowaną obudowę.
W środku znajdowały się dwie strzykawki.
„Fiolka, którą ukradł Yates, nie była lekiem. To był odczynnik mapujący. Prawdziwa terapia wymaga trzech źródeł biologicznych”.
„Mara.”
“Tak.”
“Ty.”
“Tak.”
“I?”
Genevieve spojrzała na Elizę.
Lawson zrozumiał.
“NIE.”
Wyraz twarzy Genevieve stwardniał.
„Komórki Elizy posiadają ustabilizowaną odporność”.
„Ona jest dzieckiem.”
“Ja wiem.”
„Nie wykorzystasz kolejnego dziecka”.
„Nie musimy jej krzywdzić. Niewielka próbka szpiku kostnego została pobrana kilka miesięcy temu”.
Mara gwałtownie wstała.
„Co zebrałeś?”
Genevieve zamarła.
Mara pociągnęła Elizę za sobą.
„Mówiłeś mi, że jest bezpieczna.”
„Ona jest.”
„Wykonałeś zabiegi na mojej córce?”
„Aby uratować jej przyszłość”.
„Nie miałeś prawa!”
Genevieve zamknęła oczy.
„Nie. Nie zrobiłem tego.”
Cisza.
Następnie z tylnego korytarza weszła siostra Catherine niosąc laptopa.
„Mamy lokalizację.”
Lawson się odwrócił.
„Jonasz?”
„Stary zakład farmaceutyczny Vane na południe od rzeki”.
Prescott spojrzał na ekran.
„Prywatna ochrona?”
„Dwudziestu trzech mężczyzn.”
Lawson sięgnął po płaszcz.
Genevieve złapała go za ramię.
„Nie da się tego szturmować.”
„Patrz na mnie.”
„Vane tego oczekuje”.
„Zabrał mojego syna.”
„A jeśli wejdziesz tam wściekły, Jonasz może umrzeć, zanim do niego dotrzesz”.
Lawson zamarł.
Genevieve zniżyła głos.
„Potrzebujemy Yatesa żywego.”
“Dlaczego?”
„Ponieważ ostateczne leczenie wymaga sekwencji, którą zna tylko on.”
Lawson wpatrywał się w nią.
„Mówisz mi, że człowiek, który zrobił to Jonaszowi, jest także człowiekiem, który może go uratować?”
“Tak.”
Lawsonowi wyrwał się gorzki śmiech.
Oczywiście.
Nic w tym koszmarze nie będzie proste.
Wtedy zadzwonił telefon Prescotta.
Wiadomość wideo.
Jonasz pojawił się na ekranie.
Blady.
Przestraszony.
Ale żywy.
Za nim stał Crosby Vane.
„Panie Mercer” – powiedział Vane. „Proszę przyprowadzić Genevieve, Marę i akta szafek na Pier Nine o północy”.
Lawson zacisnął szczękę.
„A jeśli nie?”
Vane się uśmiechnął.
Kamera się poruszyła.
Doktor Yates pojawił się w tle.
Jego twarz była posiniaczona.
Związane ręce.
Lawson wpatrywał się.
Prescott szepnął: „Yates już z nim nie współpracuje”.
Vane kontynuował.
„Masz czas do północy. Potem chłopiec przestanie być przydatny.”
Ekran zrobił się czarny.
Genevieve spojrzała na Lawsona.
„Teraz rozumiesz.”
Lawson tak zrobił.
Yates go zdradził.
Ale Yates zdradził także Vane’a.
A gdzieś pomiędzy tymi zdradami leżała prawda.
—
# CZĘŚĆ 5 — **PÓŁNOC NA MOLO DZIEWIĄTY**
Deszcz zaatakował Pier Nine.
Lawson przyjechał czarnym sedanem o 23:57
Genevieve usiadła obok niego.
Mara usiadła za nimi.
Prescott prowadził.
Pendrive znajdował się w płaszczu Lawsona.
Ale to nie był ten prawdziwy.
Siostra Catherine skopiowała wszystko.
Do północy dowody z Projektu Eidolon zostały już przesłane trzem prokuratorom federalnym, dwóm dziennikarzom śledczym i międzynarodowej radzie ds. etyki lekarskiej.
Vane po prostu jeszcze o tym nie wiedział.
Drzwi magazynu się otworzyły.
W środku stał Crosby Vane.
Jonasz usiadł obok niego na krześle.
Yates uklęknął w pobliżu.
Lawson zrobił krok naprzód.
„Uwolnij mojego syna”.
Vane się uśmiechnął.
„Najpierw pliki.”
Lawson zatrzymał napęd.
„Najpierw Jonasz.”
„Wciąż negocjujemy.”
„Wciąż oddycham.”
Vane się roześmiał.
Genevieve wysiadła z samochodu.
Uśmiech Vane’a zniknął.
“Ty.”
Spojrzała na niego.
„Powinieneś zostać pochowany.”
„Twój projekt również powinien.”
Vane skinął głową w stronę Mary.
„A moja córka?”
Mara podeszła bliżej do Lawsona.
„Eliza nie jest twoja w żadnym istotnym sensie.”
Twarz Vane’a stwardniała.
„To dziecko nosi w sobie coś wartego miliardy”.
Mara szepnęła: „To zdanie jest powodem, dla którego nigdy jej nie zobaczysz”.
Vane podniósł rękę.
Pojawiło się kilku uzbrojonych mężczyzn.
Zespół ochrony Lawsona pozostał ukryty na zewnątrz.
Zgodził się wejść pozornie bez ochrony.
Ale Prescott wszędzie rozmieścił ludzi.
Linia dachu.
Podejście od strony rzeki.
Sąsiadujące kontenery.
Vane spojrzał na Yatesa.
„Spowodowałeś nie lada problem.”
Yates zaśmiał się gorzko.
„Mówiłeś mi, że Jonah będzie monitorowany.”
„Był.”
„Mówiłeś, że nie ma trwałych uszkodzeń.”
Vane wzruszył ramionami.
„Nauka jest niepewna”.
Yates spojrzał na Lawsona.
“Przepraszam.”
Spojrzenie Lawsona stało się stwardniałe.
„To zdanie nie jest wystarczające.”
“Ja wiem.”
Vane złapał Jonaha za ramię.
Chłopiec drgnął.
Całe ciało Lawsona się napięło.
„Zabierz od niego rękę.”
Vane się uśmiechnął.
„Wiesz, Lawson, wszyscy mówili mi, że jesteś bezwzględny.”
“Ja jestem.”
„To dlaczego drżysz?”
Lawson spojrzał mu prosto w oczy.
„Ponieważ to ja decyduję, ile mnie powinien zobaczyć mój syn”.
Nawet uśmiech Vane’a osłabł.
Genevieve zrobiła krok naprzód.
„Pliki są już publiczne”.
Vane zamarł.
“Co?”
“Wszystko.”
„To niemożliwe.”
Prescott uśmiechnął się lekko.
„Sprawdź swój telefon.”
Vane tak zrobił.
Jego twarz się zmieniła.
Jedno powiadomienie.
A potem jeszcze jeden.
Potem dziesięć.
Śledztwa.
Nakazy nadzwyczajne.
Naloty na firmę.
Konta zamrożone.
Jego imperium rozpadało się w czasie rzeczywistym.
„Ty głupi…”
Zgasło światło.
Prescott się przeprowadził.
Nastąpił błysk.
Lawson rzucił się do ataku.
Mara odciągnęła Jonaha.
Genevieve zaciągnęła Yatesa za betonową barierę.
Ludzie Vane’a krzyknęli.
W ciągu kilku sekund ochrona Mercer zalała magazyn.
Żadnego bohaterskiego widowiska.
Żadnego bezsensownego bl/o/od.
Po prostu przytłaczająca siła, zdyscyplinowany ruch i zaskoczenie.
Kiedy powróciły światła awaryjne, Vane stał sam przy drzwiach prowadzących na rzekę.
Lawson podszedł.
Vane się cofnął.
„Myślisz, że to się na mnie skończy?”
„Kończy się to tym, że mój syn wraca do domu”.
„Potrzebujesz mnie.”
“NIE.”
„Potrzebujesz badań.”
Genevieve odpowiedziała stojąc za Lawsonem.
„Już to mamy.”
Vane spojrzał na Yatesa.
Yates skinął głową.
„Ostateczną sekwencję dałem jej sześć miesięcy temu”.
Genevieve spojrzała na niego.
“Co?”
Wszyscy zamarli.
Yates z trudem utrzymywał się na nogach.
„Wysłałem to anonimowo.”
Oczy Genevieve rozszerzyły się.
„Koperta z Zurychu.”
“Tak.”
“Dlaczego?”
Yates spojrzał na Jonaha.
„Ponieważ nie mogłam cofnąć tego, co zrobiłam”.
Lawson zrobił krok w jego stronę.
„Wiedziałeś, że Jonasz został zdemaskowany”.
“Tak.”
„A ty dalej go leczyłeś.”
„Próbowałem to odwrócić”.
„Widziałeś, jak wierzyłam, że moje dziecko jest chore z natury”.
Yates spuścił głowę.
„Byłem tchórzem”.
Lawson mógł go uderzyć.
Zamiast tego Jonasz powiedział coś cicho.
“Tata.”
Lawson się odwrócił.
Jonasz stanął obok Mary.
„Czy możemy iść do domu?”
Złość zniknęła z twarzy Lawsona.