Przeszedł przez pokój i wziął syna na ręce.
Jonasz chwycił się jego szyi.
„Wiedziałem, że przyjdziesz.”
Lawson zamknął oczy.
“Zawsze.”
Za nimi nadjechały pojazdy federalne.
Prescott się uśmiechnął.
„Wygląda na to, że pliki zadziałały.”
Vane spojrzał w stronę zbliżających się świateł.
Po raz pierwszy wyglądał na przestraszonego.
Ale potem się roześmiał.
„Nadal nie wiesz.”
Lawson się odwrócił.
„Wiesz co?”
Vane spojrzał na Genevieve.
„Powiedz mu, czyje badania doprowadziły do powstania bliźniaków Mercer.”
Genevieve zbladła.
Vane się uśmiechnął.
I szepnął:
„Powiedz mu, kto naprawdę jest jego biologicznym ojcem”.
—
# CZĘŚĆ 6 — **SEKRET UKRYTY W ŚRODKU BLIŹNIAKÓW MERCER**
Lawson miał wrażenie, że świat się zatrzymał.
Jonasz pozostał w jego ramionach.
Genevieve wyglądała na przerażoną.
Mara szepnęła: „Nie”.
Lawson wpatrywał się w swoją żonę.
„O czym on mówi?”
Vane roześmiał się, gdy agenci podeszli.
„Zapytaj ją.”
Genevieve pokręciła głową.
„Lawson, nie tutaj.”
Jego głos stał się niebezpiecznie cichy.
“Teraz.”
Spojrzała na Jonaha.
Lawson zrozumiał.
Podał chłopca Prescottowi.
„Wyprowadź go na zewnątrz.”
Jonasz zaprotestował.
“Tata-”
„Będę tuż za tobą.”
Gdy Jonah odszedł, Lawson zawrócił.
“Powiedz mi.”
Głos Genevieve zadrżał.
„Zanim się pobraliśmy, leczenie, które mnie uratowało, uszkodziło moją płodność”.
Lawson nic nie powiedział.
„Kiedy chcieliśmy mieć dzieci, lekarze powiedzieli mi, że ciąża jest prawie niemożliwa”.
„Pamiętam.”
„Nie powiedziałem ci, że wróciłem do jednego z lekarzy Eidolon.”
Twarz Lawsona uległa zmianie.
„Korzystałeś z ich kliniki.”
“Tak.”
„W celu leczenia niepłodności?”
“Tak.”
Vane roześmiał się z drugiego końca magazynu.
Genevieve go zignorowała.
„Uważałem, że użyli twojej przechowywanej próbki”.
Żołądek Lawsona ścisnął się.
„Uwierzyłeś?”
Genevieve zaczęła płakać.
„Lata później dowiedziałem się, że zarodki zostały zmodyfikowane”.
Lawson wpatrywał się w nią.
„Jak zmodyfikowano?”
„Badanie genów. Eksperymentalne korekty komórek”.
„A ojciec?”
Wyszeptała: „Ty”.
Uśmiech Vane’a zniknął.
Genevieve spojrzała na Lawsona.
„Są twoje.”
Lawson westchnął.
Dlaczego więc Vane powiedział co innego?
Genevieve zwróciła się ku niemu.
„Ponieważ chce, żebyś w nich zwątpił.”
Vane warknął: „Nie wiesz tego”.
„O tak, zgadzam się.”
Genevieve podeszła bliżej.
„Znalazłem oryginalne akta dotyczące łańcucha dowodowego.”
Yates wyglądał na oszołomionego.
„Znalazłeś je?”
“Tak.”
Odwróciła się z powrotem do Lawsona.
„Twoja próbka została wykorzystana. Ale Vane zlecił wprowadzenie dodatkowego materiału genetycznego do linii komórek embrionalnych”.
“Którego?”
Twarz Mary zmieniła się, zanim Genevieve odpowiedziała.
“Kopalnia.”
Mara szepnęła.
Wszyscy na nią spojrzeli.
Genevieve skinęła głową.
„Nie DNA rodzicielskie. Markery oporności komórkowej”.
Mara usiadła ciężko.
„Więc Eliza i bliźniaki…”
„Udostępnianie zmodyfikowanych genetycznie cech odpornościowych”.
Imperium Vane’a nie zostało zbudowane wokół lekarstwa.
Został zbudowany wokół własności.
Wierzył, że ludzie noszący te tabliczki należą do niego.
Lawson w końcu zrozumiał, dlaczego Genevieve zniknęła.
Nie uciekała przed śmiercią.
Chroniła dzieci przed zostaniem patentowcami.
Tematy.
Produkty.
Vane’a wyprowadzono w kajdanach, ale wciąż krzyczał, że badania należą do niego.
Lawson ledwo słyszał.
Spojrzał na Genevieve.
„Powinieneś mi zaufać.”
“Ja wiem.”
„Powinieneś był wrócić do domu.”
“Ja wiem.”
„Pozwalasz naszym dzieciom cię opłakiwać”.
Popłynęły jej łzy.
“Ja wiem.”
Głos Lawsona się załamał.
„Zasmuciłem cię.”
Genevieve zasłoniła usta.
„Obserwowałem cię z daleka.”
„To pogarsza sprawę.”
„Byłem przerażony”.
„Ja też.”
Zapadła między nimi cisza.
Nie będzie łatwego przebaczenia.
Niektóre rany wymagają prawdy, aby się zagoiły.
Ale na górze, w umyśle Lawsona, było dwoje dzieci, które nie miały czasu na dumę dorosłych.
Yates podszedł.
„Musimy rozpocząć leczenie jeszcze dziś wieczorem”.
Lawson spojrzał na niego.
„Czy możesz ich uratować?”
Yates zawahał się.
„Wierzę, że możemy uratować Blythe’a.”
„A Jonasz?”
„Jego narażenie było poważniejsze”.
Twarz Lawsona pociemniała.
“Oznaczający?”
„Mogą już wystąpić nieodwracalne uszkodzenia szpiku kostnego”.
Genevieve pokręciła głową.
“NIE.”
Yates kontynuował.
„Terapia może zadziałać. Ale szanse są niższe”.
„O ile niżej?”
Yates nie potrafił odpowiedzieć.
Lawson spojrzał w stronę drzwi magazynu.
Jonasz czekał na zewnątrz.
Sześć lat.
Nadal wierzył, że ojciec zdoła dokonać rzeczy niemożliwych.
Lawson szepnął:
„Potem dokonujemy niemożliwego”.
—
# CZĘŚĆ 7 — **NOC, W KTÓRĄ OBA DZIECI PRZESTAŁY REAGOWAĆ**
Następne siedemdziesiąt dwie godziny okazały się najdłuższymi w życiu Lawsona Mercera.
Prywatny zespół pediatryczny zebrał się w szpitalu Saint Agnes.
Brak prasy.
Żadnych połączeń biznesowych.
Żadnych wrogów.
Tylko rodzina.
Leczenie rozpoczęto od Blythe.
Mara usiadła obok niej.
Genevieve stała u stóp łóżka.
Lawson trzymał córkę za rękę.
Blythe spojrzała na swoich rodziców.
„Mamo?”
Genevieve się załamała.
Pochyliła się nad córką i pocałowała ją w czoło.
“Tak kochanie.”
„Wróciłeś.”
„Tak.”
„Czy niebo pozwoliło ci odejść?”
Wszyscy w pokoju ucichli.
Genevieve uśmiechnęła się przez łzy.
„Coś takiego.”
Blythe zaakceptował odpowiedź.
Dzieci często łatwiej akceptowały cuda niż dorośli.
Jonasz otrzymał pomoc dwie godziny później.
Na początku nic się nie działo.
Następnie u obojga dzieci wystąpiła niebezpiecznie wysoka gorączka.
Zabrzmiały monitory.
Lekarze się pospieszyli.
Yates wydał polecenia.
Lawson stał przed gabinetem zabiegowym, przyciskając pięści do szyby.
Mógł kupować budynki.
Szpitale.
Uwaga rządów.
Ale znów nic nie mógł zrobić.
Mara podeszła do niego.
„To jest odpowiedź, której się spodziewali”.
„To nie ułatwia sprawy.”
“NIE.”
Spojrzał na nią.
„Czy Genevieve naprawdę cię uratowała?”
“Tak.”
„A ty przyszedłeś tutaj wiedząc, że możesz zostać w to wszystko wciągnięty z powrotem”.
“Tak.”
“Dlaczego?”
Mara spojrzała przez szybę.
„Bo kiedyś po mnie wróciła”.
Lawson powoli skinął głową.
Po raz pierwszy zrozumiał decyzję Genevieve, ale jej jej nie wybaczył.
Może to były różne rzeczy.
Około północy sytuacja w Blythe się ustabilizowała.
O drugiej w nocy Jonasz już nie.
Jego ciśnienie spadło.
Yates wpadł do akcji.
Lawson poszedł w jego ślady.
„Wynoś się” – rozkazał Yates.
“NIE.”
„Lawson—”
„Zostaję.”
Oczy Jonaha szybko się otworzyły.
“Tata?”
Lawson złapał go za rękę.
„Jestem tutaj.”
„Jestem zmęczony.”
Gardło Lawsona się zamknęło.
„A potem śpij.”
„Zostaniesz?”
“Zawsze.”
Jonasz uśmiechnął się lekko.
Potem zmienił się monitor.
Genevieve krzyknęła.
Lekarze otoczyli łóżko.
Lawson został pociągnięty do tyłu.
Przez niekończące się sekundy Jonasz nie odpowiadał.
Genevieve osunęła się w ramiona Prescotta.
Mara zakryła uszy Blythe’owi w sąsiednim pokoju.
Lawson patrzył przez szybę.
Wszystko w nim ucichło.
Następnie-
Zmienił się ton.
Jedno uderzenie.
A potem jeszcze jeden.
Yates spojrzał w górę.
“Ponownie.”
Monitor się ustabilizował.
Rytm serca Jonaha powrócił.
Kolana Lawsona niemal odmówiły posłuszeństwa.
Yates zwrócił się ku niemu.
„On nadal tu jest.”
Lawson zasłonił twarz.
Po raz pierwszy od dziesięcioleci człowiek, którego bali się mieszkańcy Chicago, otwarcie płakał.
Nie dlatego, że był słaby.
Ponieważ jego syn właśnie wrócił z krawędzi.
Nastał poranek.
A potem jeszcze jeden.
Czwartego dnia ilość krwinek białych i krwinek czerwonych u Blythe zaczęła rosnąć.
Szóstego dnia Jonasz również.
Powoli.
Niewiarygodne.
Yates wszedł do biura Lawsona, niosąc dwa wyniki badań laboratoryjnych.
Jego ręce się trzęsły.
Lawson wstał.
“Dobrze?”
Yates się uśmiechnął.
„Blythe odpowiada”.
Genevieve sapnęła.
„A Jonasz?”
Yates spojrzał w dół.