„Przepraszam za spóźnienie”. Przyszła na randkę w ciemno ze swoją starszą matką i nie wszystko poszło zgodnie z planem.
CZĘŚĆ 1
Mariana Torres czekała 31 minut, kiedy doszła do wniosku, że ten mężczyzna będzie tylko kolejną niezręczną historią do opowiedzenia później.
Miała 38 lat, prowadziła firmę technologiczną w Guadalajarze i była przyzwyczajona do tego, że jej czas jest ceniony.
Zgodziła się na randkę w ciemno za namową przyjaciółki Fernandy, która powtarzała jej od miesięcy:
„Potrafisz zarządzać 25 pracownikami, negocjować z inwestorami i przetrwać audyty. Na pewno dasz radę pójść na kawę z obcą osobą”.
Mariana nie była tego taka pewna.
W ciągu ostatniego roku miała osiem rozczarowujących randek.
Mężczyźni, którzy mówili tylko o sobie.
Mężczyźni onieśmieleni przez jej firmę.
Mężczyźni, którzy pytali, ile zarabia, zanim zapytali, jakiej muzyki słucha.
Dlatego, kiedy w końcu zobaczyła Diego Salgado wchodzącego do restauracji, prawie wstała.
Wtedy zauważył coś dziwnego.
Diego nie był sam.
Obok niego szła kobieta około 72 lat, siwa, w granatowym swetrze i z małą torebką przyciśniętą do piersi.
Diego niósł płaszcz kobiety przewieszony przez ramię.
„Przepraszam za spóźnienie” – powiedział, niemal bez tchu. „Opiekunka mojej mamy miała pilną sprawę rodzinną. Próbowałem zadzwonić do trzech osób”.
Kobieta uniosła rękę.
„Zadzwoniła też do swojego kuzyna Mauricio”.
Diego zamknął oczy.
„Mamo…”
„Nie odebrała”.
Mariana mimowolnie się roześmiała.
Diego spojrzał na nią zaskoczony.
„Zrozumiem, jeśli zechcesz wyjść”.
To zaniepokoiło Marianę.
Nie szukała wymówki.
Otwierała mu drogę wyjścia.
Kobieta nachyliła się do Diego i wyszeptała wystarczająco głośno, by usłyszeli ją sąsiedni stolik:
„Jest ładniejsza niż na zdjęciu”.
„Mamo!”
„Co? To komplement”.
Kobieta wyciągnęła rękę.
„Elena Salgado. Podobno jestem opiekunką”.
„Mariana Torres”.
Elena uśmiechnęła się.
„Wiem. Diego pokazał mi twoje zdjęcie”.
„Raz” – zaprotestował.
„A potem powiększyłaś”.
Mariana uniosła brew.
Diego się poddał.
„Możemy zacząć od nowa?”
Usiadł.
„Cześć. Jestem Diego”.
Mariana odpowiedziała z absolutną powagą:
„Miło mi cię poznać, Mariano”.
Elena spojrzała na nich oboje.
„Doskonale. Robimy postępy”.
Po raz pierwszy tej nocy Mariana przestała patrzeć na zegarek.
Diego był nauczycielem gry na fortepianie w akademii i grał w weekendy w hotelach i restauracjach.
Elena była nauczycielką muzyki od 35 lat.
„Uczyłam ją grać” – powiedziała z dumą.
„Powiedziała mi też, że gram za szybko”.
„Bo to była prawda”.
„Miała 10 lat”.
Elena wskazała na Marianę.
„Wciąż jest niecierpliwa”.
Mariana uśmiechnęła się.
„Wydaje się być wiarygodnym świadkiem”.
„Już stanęła pani po jej stronie” – zaprotestował Diego.
Kolacja stała się dziwnie zabawna.
Ale Mariana zaczęła dostrzegać drobne szczegóły.
Elena dwukrotnie zapytała, gdzie mieszka Mariana.
Nazwała kelnera „Carlosem”, mimo że miał na imię Roberto.
Diego nigdy jej ostro nie poprawiał.
Po prostu znajdował delikatne sposoby, by ponownie włączyć ją do rozmowy.
Kiedy Elena poszła do toalety, Mariana w końcu zapytała:
„Od kiedy?”
Diego zrozumiał natychmiast.
„Wczesne stadium Alzheimera. Zdiagnozowane 14 miesięcy temu”.
Mariana spojrzała w głąb korytarza.
„Przepraszam”.
„Dziękuję”.
„Czy ona mieszka z tobą?”
„Niedaleko. Mój tata opiekował się nią razem ze mną, ale zmarł pięć miesięcy temu”.
To zmieniło wyraz twarzy Mariany.
Diego kontynuował:
„Opiekunka przychodzi czasami. Resztę zajmuję ja”.
Nie brzmiał jak męczennik.
Nie szukał podziwu.
Po prostu wyglądał na zmęczonego.
„I mimo to przyszłaś na wizytę?”
„Znowu ją odwołałam”.
Mariana się uśmiechnęła.
„Fernanda powiedziała mi to samo o mnie”.
Diego spojrzał w głąb korytarza.
A potem znowu.
„Jak długo twoja mama była poza domem?”
„Może sześć minut.”
Wyraz jego twarzy się zmienił.
Mariana wstała.
„Pójdę sprawdzić.”
Łazienka była pusta.
Wszystkie troje drzwi były otwarte.
Mariana szybko wróciła.
„Diego… nie ma go tutaj.”
Czar odpłynął jej z twarzy.
Kierownik restauracji pamiętał, jak widział Elenę idącą w stronę bocznego przejścia.
Tam było wyjście.
Diego wybiegł.
Mariana poszła za nim.
Znaleźli Elenę pół przecznicy dalej, pod markizą zamkniętego sklepu papierniczego.
Ściskała torebkę.
Wyglądała na znacznie mniejszą niż podczas kolacji.
„Mamo.”
Diego zaczął biec w jej stronę.
Ale się zatrzymał.
Zbliżał się powoli, żeby jej nie przestraszyć.
Elena spojrzała na niego.
Przez dwie sekundy zdawała się go nie poznawać.
Potem jej wzrok się zmienił.
„Diego”.
Przytulił ją.
„Jestem tutaj”.
„Wszedłem nie w te drzwi”.
„W porządku”.
„Wiedziałem, że restauracja jest blisko… ale nie mogłem jej zobaczyć”.
Diego wziął ją za ręce.
Zmarzły.
Nie zbeształ jej.