Nie pytał, jak mogła to zrobić.
Nie przemienił jej strachu w poczucie winy.
Po prostu zarzucił jej kurtkę na ramiona.
Mariana patrzyła w milczeniu.
Coś w niej się zmieniło.
To spotkanie rozpoczęło się z 31-minutowym opóźnieniem, z niespodziewaną wizytą matki, powtarzającymi się pytaniami i zniknięciem, które omal nie zakończyło się tragedią.
Zgodnie ze wszystkimi kryteriami
iOS, z którego Mariana korzystała od lat…
To musiała być najgorsza randka w jej życiu.
Jednak kiedy Diego wyszedł z Eleną, Mariana odkryła coś nieoczekiwanego.
Nie chciała, żeby to była ostatnia.
O 22:47 napisała mu SMS-a:
„Dla porządku: nie sądzę, żeby dzisiejszy wieczór był katastrofą”.
Diego odpisał:
„Twoje standardy mnie martwią”.
Mariana się uśmiechnęła.
„Twoja mama podniosła poprzeczkę”.
Później napisała SMS-a:
„Kawa jutro? Tym razem tylko we dwoje”.
Ale żadne z nich nie wyobrażało sobie, że Elena okaże się kimś więcej niż kobietą, która przypadkowo towarzyszyła im na pierwszej randce.
Będzie też osobą, która sprawdzi, jak oboje rozumieją miłość.
CZĘŚĆ 2
Druga randka była spokojniejsza.
I o wiele bardziej emocjonalnie niebezpieczna.
Diego odkrył, że Mariana nie była tak naprawdę pewną siebie kobietą, jaką prezentowała się na spotkaniach i zdjęciach biznesowych.
Nauczyła się „przewidywać” ludzi, zanim zdążyli ją zawieść.
„Zawsze przedstawiam wersję siebie, która działa najlepiej” – wyznała.
„A jaka jest prawdziwa?”
„Nie jestem pewien”.
Diego popijał kawę.
„Nie musisz ze mną grać”.
To proste zdanie sprawiło, że poczuła się bardziej niezręcznie niż jakikolwiek komplement.
Przez kilka następnych miesięcy przestali szukać idealnych randek.
Kupowali tacos na targu.
Chodzili do antykwariatów.
Słuchali muzyki.
Czasami Elena do nich dołączała.
Były dni, kiedy doskonale pamiętał Marianę.
Innym razem nie.
Pewnego popołudnia spojrzał na nią przez kilka sekund.
„Wybacz mi… Wiem, że cię znam”.
Mariana się uśmiechnęła.
„Jestem Mariana. Przyjaciółka Diego, która nie zjadła deseru tego wieczoru”.
Elena szeroko otworzyła oczy.
„Ta z restauracji!”
Diego zauważył coś, czego nigdy nie zapomni.
Mariana nigdy nie mówiła o Elenie, jakby jej tam nie było.
Nigdy nie kończyła zdań.
Nigdy nie pytała:
„Pamiętasz mnie?”
Po prostu odnalazła ją, gdziekolwiek była tego dnia.
Dla Diego to było bardziej intymne niż jakikolwiek pocałunek.
Pewnej nocy Mariana poszła do domu Diego i zastała Elenę niespokojną.
„O której wraca Arturo?” zapytała.
Arturo był jej zmarłym mężem.
Diego nie ruszał się z miejsca.
„Dzisiaj go nie ma, mamo”.
„Zawsze dzwoni”.
Niepokój narastał.
Diego zaprowadził ją do pianina.
Zaczął grać melodię, której nauczyła go Elena, gdy był dzieckiem.
Na początku patrzyła w stronę drzwi.
Jej ramiona stopniowo się rozluźniały.
Jej palce zaczęły podążać za rytmem.
Muzyka nie przywoływała wspomnień.
Niczego nie leczyła.
Po prostu dawała jej coś znajomego, czego mogła się trzymać.
Później Diego wyznał:
„Czasami tęsknię za tatą”.
Mariana czekała.
„A czasami tęsknię za mamą, mimo że wciąż tu jest”.
Poczuł się winny, gdy tylko to powiedział.
Mariana wzięła go za rękę.
„Wciąż tu jest. I można też tęsknić za tym, co się zmienia”.
Diego spojrzał na nią.
Nikt nigdy mu tego tak nie powiedział.
Ich związek przestał przypominać serię randek.
Zakochiwali się.
Wtedy Mariana odebrała telefon, na który czekała siedem lat.
Duża firma o zasięgu krajowym chciała wdrożyć oprogramowanie jej firmy w 40 oddziałach w północnym Meksyku.
Kontrakt mógł przekształcić jej małą firmę w stabilną firmę.
Był jeden warunek.
Mariana musiała tymczasowo przenieść się do Monterrey na dziewięć miesięcy, aby osobiście zarządzać projektem.
Lata temu zgodziłaby się w 30 sekund.
Tym razem zajęło to cztery dni.
Nie powiedziała Diego.
A on dowiedział się przypadkiem podczas firmowej imprezy.
Pracownik uniósł toast.
„Za Marianę i za to, że przetrwała dziewięć miesięcy w Monterrey bez reorganizacji całego Nuevo León!”
Wszyscy się roześmiali.
Diego nie.
Po przyjęciu skonfrontował się z nią.
„Dziewięć miesięcy?”
„Jeszcze się nie zgodziłem.”
„Musisz odejść.”
Mariana spiął się.
„Tak po prostu?”
„Budowałeś to latami.”
„Wiem o tym.”
„Nie chcę być powodem, dla którego odejdziesz”.
Mariana spojrzała na niego z niedowierzaniem.
„Nie ty decydujesz, z czego jestem gotowa zrezygnować”.
„Próbuję cię chronić”.
„Nie”.
Jego głos był spokojny.
„Podejmujesz za mnie decyzję i nazywasz to miłością”.
Diego milczał.
„Zawsze się odsuwasz, zanim staniesz się dla kogoś problemem” – kontynuowała. „Zrezygnowałeś z możliwości grania dla rodziców. Odwołujesz plany. Nigdy nie narzekasz. Upośledzasz się, żeby nikt nie musiał cię wybrać”.
„Co w tym złego?”
Oczy Mariany napełniły się łzami.
„Nic, dopóki nie spróbujesz zrobić tego ze mną”.
Włożyła płaszcz.
„Nie proszę cię, żebyś porzucił matkę”.
Spojrzała na niego, zanim wyszła.
„Proszę cię tylko, żebyś mnie nie odpychał i nie mówił, że robisz to, bo mnie kochasz”.
Dwa dni później wróciła.
„Jadę do Monterrey”.
Diego odetchnął głęboko.
„Dobrze”.
„Nie dlatego, że tak powiedziałeś”.
„Rozumiem”.
„Jadę, bo chcę”.
Uśmiechnął się.
„To zrób to”.
W noc przed wyjazdem Elena dała Marianie pudełko.
W środku były proste, wygodne szare trampki.
„Twoje buty do pracy wyglądają na groźne” – wyjaśniła Elena. „Skoro jedziesz tak daleko, potrzebujesz butów, które cię nie ukarzą”.
Mariana się roześmiała.
Wtedy zobaczyła notatkę napisaną nieczytelnym pismem.
ar:
„Gdziekolwiek twoje stopy muszą iść. I kiedy wiedzą, jak znaleźć drogę do domu”.
Mariana przestała się uśmiechać.
Przytuliła Elenę.