– …był przy mnie każdego dnia” – kontynuował Ábris. – „Przy mojej matce”.
Sala zaczęła bić brawo.
Mój syn spojrzał na mnie i uniósł dyplom.
Stałem za kamerą, ale nie widziałem już wyraźnie. Moje oczy napełniły się łzami.
Dénes nadal stała nieruchomo obok niej.
Najwyraźniej zapomniał o dwustu milionach dolarów, kamerach i gościach.
Ábris uprzejmie podał mu rękę.
– Dziękuję za nagrodę.
Dénes automatycznie ścisnął jego dłoń.
Z bliska podobieństwo musiało być jeszcze bardziej okrutne. Ábris miał to samo blade znamię w kształcie półksiężyca na prawym kciuku.
Villő zauważył, że Dénes mu się przygląda.
– Dzieci często wyglądają podobnie – powiedział cicho.
Dénes odwrócił się do niego, jakby mówił w obcym języku.
Reżyser zapowiedział kolejny program. Ábris zszedł ze sceny, a ja ruszyłem w jego stronę.
Dénes jednak poszedł za nami.
– Emese!
Kilku rodziców odwróciło się do nas, słysząc moje imię.
Nie zatrzymałem się na środku sali. Wyszedłem z Ábrisem na boczny korytarz.
Dénes dogonił mnie kilka sekund później.
Villő podszedł do niego od tyłu.
– Musimy porozmawiać – powiedział.
– Po ukończeniu szkoły.
– Teraz.
– Uroczystość mojego syna to nie twoje prywatne przesłuchanie.
Dénes spojrzał na Ábrisa.
– On…
– Nie przed nim.
Mój syn spojrzał na nas.
– Mamo, znasz go?
– Tak.
– Skąd?
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, odezwał się Dénes.
– Byliśmy małżeństwem dawno temu.
Twarz Ábrisa stężała.
Wiedział, że jego ojciec nazywał się Dénes Váradi. Nigdy nie pokazywałam mu jego ostatniego zdjęcia ani nie mówiłam o jego firmie, ale on znał jego imię.
– Czy to ty? – zapytał.
Usta Dénesa rozchyliły się, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
– Ábris – powiedziałam – a teraz wracaj do klasy. Porozmawiamy o wszystkim po przedstawieniu.
– Czy to mój ojciec?
Nawet Villő zamilkł po tym pytaniu.
Kucnęłam przed synem.
– Bardzo prawdopodobne.
– Prawdopodobne?
– Możemy to stwierdzić na pewno dopiero po badaniu.
Mina Dénesa wykrzywiła się.
– Wiesz dokładnie.
Wstałam.
– Tak. Wiem.
– Wiedziałeś dziesięć lat temu?
– Byłam w dwunastym tygodniu ciąży, kiedy podpisywaliśmy rozwód.
Dénes cofnął się.
– Tam, u prawnika?
– Tam.
– Dlaczego mi nie powiedziałeś?
– USG było w mojej torbie.
– Dlaczego go nie wyjąłeś?
– Bo spojrzałeś na lot Villő, na samolot i na mój podpis. Ani razu na mnie.
– Miałam prawo wiedzieć!
– Twój syn miałby prawo nie być oczekiwanym na świat jako problem powodujący opóźnienie.
Villő stanął między nami.
– Dénes, to oczywista manipulacja. Emese milczała przez dziesięć lat, a teraz pojawia się z dzieckiem na tym samym szkolnym wydarzeniu, które wspiera twoja fundacja.
Spojrzałam na nią.
– Ábris jest tu od czterech lat.
Dyrektor, który nas ścigał, potwierdził:
– Rzeczywiście. Została wpisana do naszego programu stypendialnego w drugiej klasie. Rodzice zostali powiadomieni o dacie wizyty stypendialnej dopiero wczoraj.
Villő zacisnęła usta.
Dénes nadal na mnie patrzyła.
– Czy kiedykolwiek wysłałeś wiadomość?
– Tak.
– Kiedy?
– Wysłałem list do twojej firmy dwa dni po rozwodzie. Tydzień później e-mail.
– Nie otrzymałem go.
– List został odebrany.
– Kto?
Nie odpowiedziałem.
Nie chciałem otwierać tej dziesięcioletniej teczki na korytarzu, wśród dzieci i nauczycieli.
Ábris jednak zrozumiał, o co chodzi.
– Pisałeś do niego? – zapytał mnie.
– Tak.
Odwrócił się do Dénesa.
– I nie odpowiedziałeś?
– Nie widziałem go.
– Dlaczego?
– Nie wiem.
Villő wziął go za ramię.
– Wracajmy. Dyrektor i prasa czekają.
Dénes strząsnął jego dłoń.
– Na razie nie interesuje mnie prasa.
– Reprezentujesz swoją firmę!
– Mój syn jest przede mną.
To był pierwszy raz, kiedy to powiedział.
Twarz Ábrisa znieruchomiała.
– Jeszcze nie jestem twoim synem – odpowiedział. – Po prostu jestem do ciebie podobny.
Po czym wrócił do pokoju.
Dénes spojrzał za nim.
– Chcę testu DNA.