Cisza.
„To?
— Przyszedł wytłumaczyć moim kolegom, że mnie wspierasz, że masz dwie prace i że cię zdradzam.
Nie odpowiedział.
— Radu, gdzie pracujesz?
„Co to za pytanie?”
— Bardzo proste.
— Mówiłam ci…
„Sprawdzałam. Odszedłeś z firmy cztery miesiące temu”.
Cicho.
Doina podeszła wystarczająco blisko, żeby słyszeć.
„Radu?” zapytała. „Co powiedział?”
Włączyłam głośnik.
„Mamo, co ty tam robisz?” dobiegł go głos.
— Powiedział mi, że pracujesz w dwóch miejscach!
„Nie powinnaś była tam iść!”
Doina zbladła.
— Masz pracę, czy nie?
— Mamo, nie teraz.
— Odpowiedz!
Zapadła długa cisza.
— Nie.
Doina chwyciła się oparcia krzesła.
— A skąd masz na to pieniądze?
Spojrzałam na telefon.
Już znałam odpowiedź.
W ciągu ostatnich kilku miesięcy niezliczoną ilość razy przelewałam mu pieniądze. Na samochód. Na „przejściowe problemy”. Na jakieś kursy, które, jak myślał, zapewnią mu awans.
— Ode mnie — powiedziałam.
Doina spojrzała na mnie.
— To?
— Utrzymuję twojego syna od czterech miesięcy.
Radu zaczął od razu:
— Irina, sprawy są bardziej skomplikowane…
— Nie. Są bardzo proste.
Przypomniałam sobie wszystkie wieczory, kiedy wracał zmęczony do domu i mówił, że miał okropny dzień.
Wszystkie poranki, kiedy brał laptopa i wychodził.
Ciągle czułam się winna, że za dużo pracuję.
— Gdzie chodziłaś każdego ranka?
Nie odpowiedział.
— Do pracy?
— Pracowałam nad czymś własnym.
„Przez cztery miesiące?”