— Nie otwieraj — wysyczał Henryk.
Kamil jęknął z bólu.
— Alicja, puść mnie. Pogadamy. Przysięgam, pogadamy.
Jeszcze kilka minut wcześniej chciał mnie „uczyć”, kto jest panem domu. Teraz nagle odkrył słowo „pogadamy”.
Nie puściłam.
Za drzwiami odezwał się drugi głos:
— Pani Alicjo, to Marek Chmura. Pani mama dostała alarm z lokalizacją. Proszę odpowiedzieć, czy jest pani bezpieczna.
To był przyjaciel mojego ojca.
Człowiek, który nosił mnie na rękach po pogrzebie taty, kiedy miałam trzynaście lat. Ten sam, który lata później powiedział mi po sprawie prześladowcy:
— Nie musisz być silniejsza od napastnika. Musisz tylko przeżyć pierwsze sekundy i zebrać dowody.
— Nie jestem bezpieczna — powiedziałam głośno. — Mąż mnie uderzył. Teść groził i kazał teściowej nie reagować. Mam nagranie.
Grażyna wydała z siebie cichy szloch.
Henryk rzucił się w stronę drzwi.
— To rodzinna sprawa! Nikt nie będzie tu wchodził!
— Jeszcze krok — powiedziałam — a puszczę mu nadgarstek dopiero wtedy, kiedy naprawdę coś pęknie.
Zatrzymał się.
Kamil oddychał ciężko.
— Ty psychopatko…
— Powtórz to dla nagrania.
Zamilkł.
Policja weszła po chwili, gdy Grażyna nagle wstała i otworzyła drzwi. Ręce jej drżały tak mocno, że nie mogła trafić w zamek za pierwszym razem.
Dwóch funkcjonariuszy i aspirant Chmura weszli do salonu. Ich wzrok przesunął się po mojej spuchniętej twarzy, po rozbitej filiżance, po Kamilu klęczącym na podłodze i po Henryku, który próbował odzyskać minę pana domu.
— Co tu się wydarzyło? — zapytał młodszy policjant.
Henryk odpowiedział pierwszy.
— Synowa dostała histerii. Rzuciła się na męża. To świeże małżeństwo, emocje po weselu, alkohol…
— Nie piłam alkoholu — przerwałam.
Aspirant Chmura podszedł do mnie, ale nie dotknął mnie bez pytania.
— Pani Alicjo, może pani puścić jego rękę?
— Jeśli założycie mu kajdanki albo każecie mu się odsunąć.
Kamil prychnął przez zęby.
— Ona jest nienormalna.
Marek spojrzał na niego.
— Panie Nowacki, na razie jedyna osoba z widocznym świeżym urazem twarzy to pańska żona.
Dopiero wtedy puściłam nadgarstek Kamila. Policjant odsunął go ode mnie. Kamil próbował wstać, ale kolano odmówiło mu posłuszeństwa i prawie upadł na stolik.
— Ona mnie zaatakowała! — krzyknął. — Zobaczcie, co mi zrobiła!
— Po pierwszym ciosie? — zapytałam.
— Jakim ciosie?
Włączyłam nagranie.
Najpierw było słychać trzask uderzenia. Mój krótki, zduszony oddech. Potem głos Henryka:
„Synową po ślubie trzeba raz ustawić. Taka jest u nas zasada.”
Następnie Kamil:
„Dzisiaj nauczysz się, kto tu decyduje.”
I mój głos, spokojniejszy, niż czułam się wtedy:
„Proszę powtórzyć to jeszcze raz. Zegarek czasem słabo zbiera dźwięk.”
W salonie nikt się nie poruszył.
Grażyna rozpłakała się bezgłośnie.
Kamil patrzył na zegarek na moim nadgarstku tak, jakby to nie była elektronika, tylko zdrada.
Henryk zrobił się purpurowy.
— To wyrwane z kontekstu!
Marek spojrzał mu prosto w oczy.
— Kontekstem dla uderzenia żony ma być tradycja?
Teść otworzył usta, ale pierwszy raz nie znalazł słów.
Zabrali mnie do szpitala na obdukcję. Nie chciałam jechać, bo adrenalina trzymała mnie jeszcze na nogach, ale Marek powiedział:
— Siniak bez papieru to jutro „mała kłótnia”. Siniak z dokumentacją to dowód.
Na izbie przyjęć pielęgniarka obejrzała moją twarz, rozciętą wargę i ramię, którym uderzyłam w ścianę. Zdjęła mój welon, który nadal miałam wsunięty we włosy, i położyła go na krześle.
— Ślub dzisiaj? — zapytała cicho.