„Mój mąż nigdy nie chciał adoptować” – powiedziała Mariana. „Mówił, że dziecko ze schroniska stwarza problemy, że nie jest naszą krwią, że powinniśmy cieszyć się pieniędzmi”.
—Ale ty tego chciałeś — mruknął Julian.
—Chcę go. Mateo jest już moim synem, chociaż wciąż brakuje kilku dokumentów.
Don Toño pozostał zamyślony.
— Więc jeśli Ramiro myśli, że odziedziczył wszystko, a jutro dowie się o dziecku…
— Będzie wściekły.
Mariana nie wiedziała, że w tym samym momencie Ramiro i Doña Elvira byli w kancelarii notarialnej i słuchali właśnie tego.
„To niemożliwe” – wybuchnął Ramiro. „Jak połowa firmy może iść do bachora?”
Notariusz, poważny mężczyzna z siwym wąsem, poprawił okulary.
—Pani Mariana podpisała, będąc w pełni władz umysłowych. Testament jest ważny.
Doña Elvira uderzyła o biurko.
—Ta kobieta była chora! Nie wiedziała, co robi!
—Załączone zaświadczenia lekarskie wskazują na co innego.
Brenda, młoda kobieta w czarnym szaliku, stała w kącie, udając smutek. W rzeczywistości była kochanką Ramiro od prawie roku. Pracowała jako kierowca dostaw w firmie Mariany, co pozwalało jej poruszać się po mieście bez wzbudzania podejrzeń.
Ramiro wybiegł z biura.
—To dziecko niczego nam nie odbierze.
„Oczywiście, że nie” – powiedziała Doña Elvira. „Chodźmy do schroniska. Z pieniędzmi i dobrym strachem nawet reżyser staje się wyrozumiały”.
Plan był nieczysty: mieli zatrudnić prawnika, którego znała Elvira, przekupić dyrektora i kazać chłopcu podpisać fałszywe zrzeczenie się praw, tłumacząc się, że Mariana „poprosiła o to przed śmiercią”. Mateo, przestraszony i zdezorientowany, zgodziłby się na wszystko, gdyby obiecano mu, że pomoże to jego przyszłej matce.
Tymczasem Mariana postanowiła nie iść bezpośrednio na policję. Don Toño poradził jej, żeby zrobiła test w prywatnej klinice w innym mieście. Potrzebowała dowodu. Julián odprowadził ją do taniego hotelu, używając swojego dowodu osobistego, żeby wynająć jej pokój, ponieważ nie miała torebki, telefonu ani dokumentów.
Zanim poszła spać, Mariana coś sobie przypomniała.
„Brenda dała mi mrożoną herbatę wczoraj po południu” – powiedziała niemal szeptem. „Powiedziała, że kupiła ją po drugiej stronie ulicy od biura i że była pyszna. Nawet o nią nie prosiłam”.
Julian pozostał poważny.
—To nie brzmi jak przypadek.
—Po wypiciu poczułem ucisk w klatce piersiowej. Myślałem, że to moja choroba.
O świcie Mariana poszła do banku. Kierownik omal nie zemdlał, gdy zobaczył ją żywą.
—Pani… ale powiedzieli, że ją pochowali…
„Mówili wiele rzeczy, Anton. Potrzebuję gotówki i dyskrecji.”
Mając pieniądze w ręku, kupiła ubrania, poszła do kliniki, zleciła badania toksykologiczne i uzyskała zaświadczenie lekarskie potwierdzające jej stan zdrowia. Następnie wzięła taksówkę do schroniska.
Po przybyciu na miejsce zobaczył zaparkowany przed domem samochód Ramiro.
Przez okno biura widział Mateo siedzącego przy stole z kartką papieru i długopisem w ręku.
To, co miało się wydarzyć w tym biurze, miało zmienić życie wszystkich.
CZĘŚĆ 3
Mariana trafiła do schroniska bez zapowiedzi.
Dyrektorka siedziała za biurkiem, spocona. Doña Elvira trzymała przed Mateo otwartą teczkę. Ramiro krążył tam i z powrotem jak zwierzę w klatce, a Brenda niecierpliwie patrzyła na drzwi. Z boku prawnik przeglądał dokumenty.
Mateo miał czerwone oczy.
„Czy jeśli podpiszę, ciocia Mariana w końcu odpocznie?” – zapytał chłopiec.
—Oczywiście, moja miłości — powiedziała Doña Elvira z fałszywą słodyczą. —Ona chciała, żebyś to zrobił.
Wtedy drzwi się otworzyły.
—Jakież to ciekawe— powiedziała Mariana. —Bo nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek zamawiała takie świństwo.
Cisza była brutalna.
Mateo upuścił długopis.
—Ciociu Mariana?
Ramiro zbladł. Brenda cofnęła się o krok. Doña Elvira otworzyła usta, ale nic z nich nie wydobyło.
Mariana zbliżała się powoli, ubrana w czyste ubrania, ze związanymi włosami i spojrzeniem, które nie pytało o pozwolenie.
—Wczoraj mnie pochowali. Dziś widzę, jak próbują okraść sierotę.
Mateo podbiegł do niej i przytulił ją tak mocno, że Mariana musiała powstrzymać łzy.
—Powiedzieli mi, że umarłeś.
—Prawie, moje dziecko. Ale jeszcze nie.
Ramiro zareagował pierwszy.
—Mariana, to nie jest to, co się wydaje.
Wydała z siebie gorzki śmiech.
—Nie? To wyjaśnij mi, dlaczego twój kochanek tu jest.