Część 2
Adrien się roześmiał.
Krótki, pogardliwy śmiech. Prawie z ulgą.
„Widzisz? Właśnie w tym problem. Nadal uważasz się za szefa”.
Nie odpowiedziałem.
Otworzyłem szufladę kredensu, gdzie Mireille włożyła beżową kopertę przygotowaną przez Maître Delcourt. Moje palce były zimne, ale pewne. Położyłem dokumenty na stole, obok ciasta, którego krem zaczynał się topić.
„Nie sądzę, żebym był szefem, Adrien. Jestem”.
Producent przestał się uśmiechać.
Adrien sięgnął po pierwszą kartkę papieru. Karim zrobił krok.
„Spokojnie, proszę pana”.
Mój syn spiorunował go wzrokiem.
„Teraz pracujesz dla mnie”.
„Nie”, odpowiedział Karim. „Pracuję dla Madame Moreau”.
To proste zdanie zmieniło atmosferę w pokoju.
Rozłożyłem pierwszy dokument.
„Akt własności. Hotel, działka i sąsiedni dom są wyłącznie na moje nazwisko. Darowizna od moich rodziców, poza wszelkimi prawami spadkowymi, z klauzulą częściowej niezbywalności, o ile będę w stanie nią zarządzać”.
Adrien zbladł.
„Ta klauzula nie obowiązuje, jeśli zostaniesz uznany za ubezwłasnowolnionego”.
„Dokładnie”.
Wyjąłem drugi plik.
„Niezależna opinia lekarska. Dwie opinie biegłych. Brak naruszenia zdolności do czynności prawnych. Brak ubezwłasnowolnienia. Zaświadczenie, którym się posługujesz, jest kwestionowane, a lekarz, który je wystawił, będzie musiał wyjaśnić, dlaczego doszedł do takiego wniosku po dwunastominutowej konsultacji”.
Camille zakryła usta dłonią.
„Adrien… mówiłeś mi, że twoja matka już nie rozpoznaje klientów”.
Zacisnął zęby.
„Ona wszystkim manipuluje”.
Spojrzałem na niego, nie podnosząc głosu.
„Manipulacja polega na tym, żeby twoja żona uwierzyła, że twoja matka traci rozum, żeby jak najszybciej sprzedać hotel, który do ciebie nie należy”.
Deweloper cofnął się o krok.
„Panie Moreau, zapewnił mnie pan, że zlecenie jest ważne”.
„Jest!” krzyknął Adrien.
Podałem mu kopię.
„Fałszywe zlecenie. Sfałszowany podpis. Maître Delcourt zlecił jego analizę. Skarga jest gotowa”.
Tym razem jego twarz zbladła.
Nie gniew.
Strach.
Prawdziwy strach.