CZĘŚĆ 3
Dokument był sfałszowanym testamentem. Camille miała w nim zapisać cały swój majątek Antoine’owi i ustanowić Geneviève zarządcą na wypadek „trwałej niezdolności psychicznej”. Podpis był niezgrabny, ale wystarczający, by oszukać kogoś, kto nie zna się na czytaniu takich dokumentów. Pojawiły się również wyszukiwania w internecie: „termin uznania zaginionej osoby za zmarłą”, „jak upozorować śmierć na samobójstwo”, „kraje, które nie podpisały umowy ekstradycyjnej z Francją”. Maître Valmont w milczeniu przeczytał akta. Kiedy skończył, zamknął akta i powiedział: „To już nie jest zwykłe oszustwo. To świadczy o zamiarze”. Camille słyszała wszystko z bezpiecznego mieszkania, w którym dochodziła do siebie. Nie płakała. Płakała za dużo. „Więc naprawdę chcieli mnie wymazać z istnienia” – powiedziała. Nikt nie odpowiedział. To nie było konieczne.
Pierwsza rozprawa odbyła się tydzień później. Sala sądowa była pełna. Historia już krążyła w mediach, ponieważ sąsiadka, Madame Arnaud, zgłosiła, że słyszała krzyki i widziała Antoine’a i Geneviève wychodzących z domu z dużymi walizkami, podczas gdy Camille nie dawała znaku życia. Dziennikarze czekali na zewnątrz. Camille weszła, opierając się o moje ramię. Nadal szła powoli. Ale szła. Antoine unikał patrzenia na nią. Geneviève natomiast patrzyła na Camille z nienawiścią, jakby była ofiarą.
Oskarżenie przedstawiło zdjęcia pralni, raporty medyczne, przelewy bankowe, wiadomości wymieniane z Vanessą, wyszukiwania w internecie i sfałszowany testament. Następnie Vanessa została wezwana do złożenia zeznań. Przybyła blada. Jej ręce drżały. „Antoine powiedział mi, że jego małżeństwo się skończyło” – wyznała. „Że Camille jest niestabilna. Że wkrótce będzie miał pieniądze, żeby zacząć nowe życie ze mną. Nie wiedziałam, że ją więzi”. Adwokat Antoine’a próbował przedstawić ją jako zazdrosną kochankę. Ale potem prokurator odczytał wiadomość. „Kiedy wrócę z Saint-Tropez, wszystko się wyjaśni. Musi tylko wyglądać naturalnie”. Cisza była bolesna. Antoine uderzył pięścią w stół. „To niczego nie dowodzi!” Sędzia przewodniczący spojrzał na niego zimno. „To dowodzi więcej, niż pan by chciał, panie Delcourt”. Kiedy Camille zeznawała, miałem wrażenie, że cała sala wstrzymała oddech. Opowiedziała, jak Antoine zabrał jej telefon. Jak Geneviève kontrolowała jej jedzenie. Jak była zmuszana do podpisywania dokumentów. Jak podsłuchała, jak oboje rozmawiali o tym, żeby pozwolić jej umrzeć. Nie przesadzała. Nie krzyczała. Nie błagała o litość. Po prostu powiedziała prawdę. „Nie jestem tu z chęci zemsty” – podsumowała. „Jestem tu, bo gdyby mój ojciec nie przyjechał tamtego dnia, dziś sprzedawaliby mój dom i udawaliby, że płaczą na moim pogrzebie”. Widziałem kilka osób ocierających łzy. Antoine’owi postawiono zarzuty usiłowania zabójstwa żony, porwania, napaści z użyciem przemocy, oszustwa, fałszerstwa i posługiwania się sfałszowanymi dokumentami. Geneviève została oskarżona o współudział, oszustwo, znęcanie się nad osobą bezbronną i udział w porwaniu. Oboje zostali tymczasowo aresztowani.
Proces trwał miesiącami. Ale z każdą rozprawą drzwi do wolności zamykały się coraz bliżej. Odzyskaliśmy część pieniędzy. Dom prawnie wrócił do Camille. Wtedy postanowiła go sprzedać. Nigdy więcej nie chciała tam postawić stopy. Za odzyskane pieniądze opłaciła terapię, przeprowadziła się do jasnego mieszkania w 11. dzielnicy Paryża i powoli zaczęła odbudowywać swoje życie.
Jej ojciec przybył bez zapowiedzi, by ją zaskoczyć, ale zastał córkę skutą łańcuchami i szepczącą: „Mój mąż i jego matka zostawili mnie tu, żebym umarła”.