“U nas jest herbata. Proszę nie przeszkadzać”.
Karina poczerwieniała.
“To sprawa rodzinna”.
Pani Halina nagle się wyprostowała.
“Moja rodzina siedzi teraz tutaj. A ty przyjechałaś po podpis do polisy, ja wiem. Dokumenty są u Kingi. Weź. Tylko Tymka nie ruszaj”.
Karina otworzyła usta, ale nic nie powiedziała.
Pierwszy raz zobaczyłam panią Halinę nie jako winną staruszkę, tylko kobietę, której po prostu zbyt długo przerywano.
Po tym Karina napisała do mnie:
“Pożałuje pani, że się wtrąciła”.
Odpisałam:
“Na razie żałuję tylko, że nie wtrąciłam się wcześniej”.
Jesienią Tymek poważnie zachorował.
Przestał jeść. Leżał przy kaloryferze, chociaż jeszcze nie włączyli ogrzewania. Weterynarz obejrzał wyniki i powiedział:
“Nerki. Wiek. Możemy wspierać, ale musi pani rozumieć”.
Rozumiałam. Po prostu nie chciałam.
Zadzwoniłam do pani Haliny i od razu się rozpłakałam.
Słuchała w milczeniu.
Potem powiedziała:
“Pani Lidio, proszę go nie trzymać dla mnie. Jeśli będzie go bolało, proszę powiedzieć. Ja już raz straciłam prawo decydowania za tego, kogo kocham. Drugi raz nie chcę”.
Leczyłyśmy go. Tabletki, zastrzyki, specjalna karma. Tymek nienawidził mnie rano, w południe i wieczorem, a w nocy i tak przychodził spać obok.
Do pani Haliny jeździł, dopóki mógł.
Potem pani Halinie zrobiło się gorzej.
Najpierw opuściła jedną niedzielę. Potem drugą. Tymek w domu siadał pod drzwiami równo o drugiej, bo zwykle o tej porze wychodziliśmy. Siedział i patrzył na mnie.
Kinga mówiła przez telefon:
“Dziś jest słaba”.