Klára początkowo nawet nie spojrzała na Zorkę.
Ale na telefon w dłoni Ábela.
„Co powiedziałeś Szalaiowi?” – zapytał.
Ábel powoli odłożył telefon na szklany stolik. Linia wciąż działała, ale nie był w trybie głośnomówiącym. Prawnik słuchał po drugiej stronie.
„Do zobaczenia.”
„Mamy teraz gości na kolacji”.
„Odwołam”.
Klara zaśmiała się, ale jej głos był suchy.
„Nie bądź śmieszna. Małe dziecko pomalowało ci twarz, a ty dzwonisz po prawnika?”
Ábel nie odpowiedział od razu. Niebieski motyl wciąż był mokry na jego czole, żółte słońce nieco zbladło z jego twarzy. To sprawiłoby, że cała scena wydawałaby się absurdalna.
Ale nikt się nie roześmiał.
Júlia pociągnęła Zorkę za siebie. Dziewczynka ściskała króliczka i cicho pociągała nosem.
„Panie Radványi, proszę się na nią nie gniewać. Ma trzy lata. Nie zrozumiała…”
„Nie zadzwoniłam po prawnika z powodu tej farby” – powiedział Ábel.
Júlia zamilkła.
Twarz Klary stwardniała.
„Więc dlaczego?”
Ábel spojrzał na filiżankę kawy na stole.
„Zorka powiedziała, że wlali mi nie te krople do napoju”.
Klara nagle poruszyła się za szybko.
„Czy ty polegasz na bełkocie trzylatki?”
„Nie. Że od trzech miesięcy jestem dziwnie senna każdego popołudnia. Że budzę się rano z bólem głowy, jakbym wzięła tabletkę nasenną. Że w zeszłym tygodniu podpisałam dokument medyczny, którego nie pamiętam, żebym czytała”.
Usta Klary zacisnęły się w cienką linię.
„Za dużo pracujesz. Wszyscy o tym wiedzą”.
„Wszyscy się o tym dowiadują”.
W drzwiach salonu pojawił się starszy kamerdyner, a za nim kucharka i jedna ze sprzątaczek. Nikt nie odważył się podejść bliżej, ale wszyscy słyszeli.
Potem Zorka odezwała się cicho zza Julii.
„Ciocia powiedziała, że łatwiej podpisywać, kiedy wujek śpi”.
Cisza stała się, jakby szklane ściany zamarzły.
Klara podeszłaby do dziecka, ale Ábel jednym ruchem stanął przed nią.
„Nie”.
To krótkie słowo miało większą moc niż krzyk.
Klara zebrała się w sobie.
„Czy oczerniasz mnie z powodu dziecka pracownicy?”
„Nie. Zacznę sprawdzać wszystko, co do tej pory nazywałam opieką położniczą”.
Czterdzieści minut później przybył dr Gergely Szalai, prawnik Ábela. Nie przyjechał sam. Towarzyszył mu kurier z prywatnego laboratorium i starsza kobieta z teczką, którą Ábel znał z dawnej firmy ojca. Szalai trzymał w ręku brązową skórzaną teczkę.
Klara go zobaczyła i jej oczy rozbłysły.
„Co ta teczka tu robi?”
Ábel odwrócił się do niej.