— Ty zawsze to robiłaś.
— Wiem.
Cisza.
— Iwona…
— Do zobaczenia jutro.
Wróciłam w czwartek wieczorem.
Nie sama.
Przyjechała ze mną moja przyjaciółka, mecenas Marta Wierzbicka. Oficjalnie jako znajoma. Nieoficjalnie jako świadek i prawnik, bo po latach słyszenia „nie przesadzaj” chciałam, żeby ktoś jeszcze usłyszał, co zostanie powiedziane.
Na stole położyłam segregator.
Piotr siedział naprzeciwko. Halina obok niego. Karolina ze Sławkiem zostali, choć mieli wyjechać „po dwóch dniach”. Oskar oglądał bajki na tablecie z głośnością ustawioną tak, jakby mieszkanie należało do niego.
— Co to za szopka? — zapytała Karolina.
Marta uśmiechnęła się uprzejmie.
— Lubię porządek w dokumentach.
Otworzyłam segregator.
Pierwsza koszulka: przelewy do apteki Haliny.
— Leki na ciśnienie, stawy, prywatne wizyty u ortopedy. Łącznie przez trzy lata: 14 860 zł. Z mojego konta.
Halina drgnęła.
— Przecież Piotr oddawał.
— Nie oddawał.
Druga koszulka: zakupy spożywcze podczas jej pobytów.
— Mięso, kawa, słodycze dla Oskara, kosmetyki, środki czystości. 21 400 zł.
Karolina prychnęła.
— Będziesz liczyć cukierki dziecku?
— Będę liczyć wszystko, co kupowałam ludziom, którzy nazywali mnie skąpą, gdy odmówiłam wyjścia po dorsza.
Trzecia koszulka: rachunki za mieszkanie.
— Czynsz, prąd, internet, rata kredytu. Formalnie wspólne, faktycznie przez większość miesięcy płacone z mojego konta, bo Piotr „czekał na premię”. Do spłaty mieszkania zostało 38 tysięcy złotych. Wkład z moich oszczędności i nadpłaty są udokumentowane.
Piotr podniósł głowę.
— Po co wyciągasz mieszkanie?
— Bo twoja matka od lat mówi, że mieszkam dzięki tobie.
Halina oburzyła się:
— A nie? Mój syn przecież…
Marta przerwała jej spokojnie:
— Pani Halino, dokumenty pokazują coś bardziej złożonego.
To zdanie wystarczyło, żeby Halina zamilkła.
Czwarta koszulka: wiadomości.
Karolina do mnie:
„Bratowa, zamów mamie te tabletki, ja ci potem oddam.”
Nie oddała.
Piotr:
„Zapłać dziś za lekarza mamy, ja mam kartę zablokowaną.”
Nie oddał.
Halina:
„Iwonko, kup mi tę maść, Piotruś ma dużo na głowie.”
Nie oddała.
Piąta koszulka: mój dziennik.
Odczytałam krótko:
„15 października: Piotr zaproponował zasadę każdy zajmuje się własną matką. Zgodziłam się.”
„16 października: Piotr przywiózł matkę, siostrę, szwagra i dziecko. Oczekiwał, że pomogę przy okazji.”
„17 października: Halina użyła moich rzeczy osobistych bez pytania. Telefon ze szpitala. Zastosowałam zasadę Piotra.”
Karolina zerwała się.
— Ty jesteś nienormalna. Kto prowadzi dziennik na męża?
Spojrzałam na nią.
— Kobieta, której przez lata mówiono, że przesadza.
Piotr siedział blady.
— Iwona, czego ty chcesz?
Zamknęłam segregator.
— Oddzielamy finanse. Od dziś każde z nas prowadzi własne konto na wydatki rodzinne, jasno rozpisane. Twoja matka nie mieszka u nas bez mojej zgody. Twoja siostra z rodziną wyjeżdża jutro. Koszty pobytu, zniszczone rzeczy i moje kosmetyki pokrywasz ty. A jeśli słowo „mama” ma dalej znaczyć tylko twoją matkę, składam pozew o rozdzielność majątkową i przygotowuję się do rozwodu.
Halina wstała.
— Piotruś, nie pozwolisz jej tak mówić do matki!
Piotr spojrzał na nią.
Przez chwilę widziałam w jego twarzy chłopca, który całe życie bał się rozczarować mamę.
Potem zobaczyłam mężczyznę, który nadal chciał, żebym to ja zapłaciła za jego strach.