CZĘŚĆ 1
Uderzenie spadło na Camille, która wciąż drżała z gorączki 40 stopni Celsjusza. Zadrżała, opierając jedną rękę na blacie, a drugą ściskając szklankę wody, której nie miała już siły pić.
W nieskazitelnej kuchni ich dużego domu w Saint-Germain-en-Laye cisza rozprysła się niczym talerz rzucony o podłogę. Jej mąż, Adrien Morel, spadkobierca rodzinnej firmy produkującej luksusowe meble, stał przed nią z twarzą czerwoną ze złości. Za nim, jej matka, Colette, mimo późnej pory, w kremowym garniturze, obserwowała scenę z lekkim uśmiechem.
„Gdzie obiad?” – warknął Adrien.
Camille zamrugała. Pokój wirował. Termometr na stole wciąż wskazywał 40 stopni. Lek był otwarty, a przy zlewie leżał wilgotny ręcznik.
„Wysłałam ci wiadomość…” mruknęła. Prosiłam, żebyś coś zamówił. Nie mogłam ustać na nogach.
Colette zaśmiała się krótko i sucho.
„Żona, która zostawia teściową z pustym żołądkiem, to coś więcej niż tylko choroba. To hańba”.
Adrien uderzył dłonią w stół.
„Moja matka przyjechała aż z Wersalu, żeby zjeść z nami kolację. Upokarzasz mnie w jej obecności”.
Camille delikatnie odstawiła kieliszek. Policzek ją palił, ale coś w jej wnętrzu właśnie ostygło.
Przez trzy lata znosiła to wszystko. Uwagi Colette na temat jej „zbyt prostych” sukienek. Pogardliwe spojrzenia na biznesowych lunchach. Komentarze rzucane w obecności gości:
„Adrien ożenił się z księgową, a nie z kobietą o wyrafinowanym guście”.
Nikt nie wiedział, że Camille nie była zwykłą pracownicą. Przed ślubem była konsultantką ds. restrukturyzacji finansowej, wzywaną przez banki, gdy bogate rodziny z uśmiechem na twarzy spłacały długi. To ona uratowała firmę Morel, gdy dostawcy zagrozili wstrzymaniem dostaw. To ona negocjowała terminy płatności, znajdowała inwestorów i sprawdzała umowy, które Adrien ledwo podpisywał.
Adrien zebrał brawa.
Camille zachowała dowody.
Tego wieczoru powoli podeszła do kredensu w salonie. Nogi jej drżały, ale nie spuszczała wzroku z Adriena. Otworzyła szufladę, wyjęła tekturową teczkę i położyła ją na stole.
„Podpisz”.
Adrien spuścił wzrok.
„Co to jest?”
„Pozew rozwodowy”.
Colette wybuchnęła śmiechem.
„Słyszałeś? Myśli, że może straszyć ludzi papierami”.
Adrien chwycił długopis, a jego twarz stężała.
„Dobrze. Idź. Ale nie spodziewaj się, że wyjdziesz z niczym poza ubraniami”.
Złożył podpis gniewnym gestem, po czym rzucił długopis.