„Stawiamy ci ultimatum” – dodała Clare, mocno krzyżując ramiona na piersi. „Grałeś nami przez siedem lat. Masz siedem dni na podjęcie decyzji”.
„Wyboru?” – wychrypiał.
„Wybierasz życie w Nowym Jorku i nigdy więcej nie wchodzisz do tego studia” – stwierdziłam chłodno. „Albo zostajesz tutaj, a ja wręczę ci papiery rozwodowe w chwili lądowania na lotnisku JFK. Nie możesz już zatrzymać siatki bezpieczeństwa i włazu ewakuacyjnego”.
Spoglądał na nas, szukając słabego ogniwa, cienia współczucia. Znalazł jedynie zjednoczony front stali.
„Nie możesz mi tego zrobić” – wyszeptał.
„Już to zrobiliśmy” – odpowiedziała Clare. „Siedem dni, Julianie. Potem decyzja zostanie podjęta za ciebie”.
Wyszłam w wilgotną luizjańską noc, nie oglądając się za siebie. Telefon zawibrował w mojej torebce, gdy łapałam taksówkę. SMS od Juliana: Nora, rezerwuję lot powrotny do Nowego Jorku. Muszę z tobą porozmawiać na osobności. Proszę.
Wpisałam swoją ostatnią odpowiedź, kopiując wiadomość od Clare: Nie ma już prywatności. Czas ucieka. Porozmawiaj z moim prawnikiem.
Rozdział 6: Pusta strona