Spędziłam następny tydzień systematycznie usuwając Juliana Sterlinga z mojego otoczenia. Dzięki finansowemu wsparciu mojego ojca, który groził, że przyleci z Napa i osobiście poćwiartuje Juliana, podpisałam umowę najmu surowego, jasnego mieszkania w Brooklyn Heights. Było niczym puste płótno. Bez marmuru, bez mahoniu, bez duchów.
Zignorowałam gorączkowe wiadomości głosowe, e-maile i bukiety kwiatów zostawione u mojego dawnego portiera. Martha Sterling, moja bezwzględna adwokatka od rozwodów, zajęła się granicą.
Rankiem ósmego dnia zadzwonił dzwonek do mojego nowego mieszkania na Brooklynie. Nie musiałam patrzeć na domofon, żeby wiedzieć, kto dzwoni.
Otworzyłam drzwi. Julian stał na korytarzu, wyglądając na kompletnie wypalonego. Arogancki architekt zniknął, zastąpiony przez pokonaną zjawę.
„Przeprowadziłaś się” – zauważył, omiatając wzrokiem puste, białe ściany za mną.
„Przeprowadziłem się. Masz dwie minuty, Julian”.
Wypuścił z trudem powietrze. „Rozmawiałem wczoraj z Clare. Ona… ona mnie nie chce. Nie jako męża. Powiedziała mi, że romans umarł lata temu i tolerowała mnie tylko ze względu na Lucy”.
Ponura satysfakcja zagościła w mojej piersi, choć moja twarz pozostała beznamiętna. „Wiem”.
„Nie mogę cię prosić, żebyś mnie przyjęła z powrotem, Noro” – powiedział łamiącym się głosem. „Wiem, co zniszczyłem. Wiem o…
dokumentacja medyczna. Gdybym mógł oddać życie, żeby ci oddać tę ciążę, zrobiłbym to.
„Ale nie możesz. Więc co zrobisz?”