Podniosłam go, trzymając kciuk nad czerwonym przyciskiem. Zamiast odebrać, otworzyłam SMS-a.
Znalazłam pudełko. List od Clare sprzed ślubu. Raport medyczny o moim stresie. Wiem dokładnie, ile kosztowało mnie twoje tchórzostwo. Nie przychodź tu. Nie dzwoń.
Kliknęłam „wyślij”, a świst wiadomości zabrzmiał jak opadająca gilotyna.
Dziesięć minut później walił w drzwi wejściowe. „Nora! Proszę, pozwól mi wyjaśnić!”
Oparłam się o ciężkie drewno,
Wibracje jego pięści wstrząsały moim kręgosłupem. „Wyjaśnij, że zabiłeś nasze dziecko swoimi kłamstwami?” krzyknęłam przez drzwi.
Walenie ustało. Cisza po drugiej stronie była dźwiękiem mężczyzny, który uświadomił sobie, że właśnie został pogrzebany żywcem. „Nigdy… Nigdy nie chciałem cię skrzywdzić” – szlochał.
„Wyjdź, Julian. Albo zadzwonię na policję”.
Słuchałam jego kroków oddalających się korytarzem. Zsuwając się po drzwiach na podłogę, spojrzałam w stronę gabinetu. Miałam dowód. Miałam chronologię. Czas przejść do ofensywy.
Rozdział 5: Ultimatum
Tydzień później byłam z powrotem w Nowym Orleanie. Tym razem nie przyleciałam tam pod wpływem impulsu; przyjechałam, by zorganizować kapitulację.
Pchnęłam drzwi do Carmela Ceramics. Clare była tam, czekając na mnie. Przez ostatnie czterdzieści osiem godzin komunikowaliśmy się za pomocą krótkich, taktycznych SMS-ów. Nie byliśmy przyjaciółmi. Byliśmy dwoma generałami spotykającymi się na polu bitwy, by obalić wspólnego tyrana.
„Przylatuje dziś wieczorem” – powiedziała Clare, podając mi butelkę zimnej wody. Jej oczy były podkrążone. „Powiedziałam mu, że to nagły wypadek”.
„Dobrze. Kończymy to dzisiaj”.
Zanim zdążyliśmy ustalić strategię, drzwi się otworzyły. Sąsiadka wpuściła Lucy do środka. Sześciolatka zamarła, widząc mnie stojącego obok jej matki.
„Cześć, Lucy” – powiedziałam delikatnie.