Ani przez chwilę.
A ja… skorzystałam z tej okazji.
Część 2 — Kobieta, która nie rozpoznała chłopaka na balu maturalnym
„Więc chcesz partnerstwa?” zapytałam spokojnie.
Victoria skinęła głową.
Jej palce lekko drżały na teczce.
„To moja ostatnia szansa”.
Spojrzałam na nią w milczeniu.
Jakaś część mnie chciała od razu powiedzieć:
„Vicky… to ja. Martin”.
Ale inna część…
nie chciała.
Chciałam coś zrozumieć.
Czy to była prawda tamtej nocy na balu maturalnym?
Czy to tylko piękna historia, którą tylko ja pamiętałam?
„Czy pracowaliśmy już kiedyś razem?” zapytała nagle.
„Wyglądasz znajomo”.
Uśmiechnąłem się lekko.
„Może”.
Zaśmiała się nerwowo.
„Przepraszam. Ostatnie kilka lat było… ciężkie”.
Potem jej wzrok padł na stare zdjęcie na moim biurku.
Zdjęcie z balu maturalnego.
Ja i ona.
Jej oczy się rozszerzyły.
Sekunda.
Dwie.
A potem dosłownie zbladła.
„Czekaj…
„Martin?”
Powoli skinąłem głową.
Zakryła usta dłonią.
„O Boże…”
W pomieszczeniu zapadła cisza.
Spojrzała na mnie, jakby czas się zatrzymał.
„Czy to… czy to ty?”
„Tak”.
Łzy napłynęły jej do oczu.
— Nie mogę w to uwierzyć…
Cicho się zaśmiałem.
— Ja też nie mogłem w to uwierzyć.
Spuściła głowę.
— W ogóle cię nie poznałam.
— Wiem.
Wtedy stało się coś dziwnego.
Victoria zaczęła płakać.
Nie cicho.
Naprawdę.
To było tak, jakby tłumiła to wszystko w sobie latami.
— Moje życie się rozpadło, Martine…
— Rozwód.
— Długi.
— Mój ojciec zmarł.
— A ludzie, którzy otaczali mnie z powodu mojej urody… zniknęli.
Słuchałam jej w milczeniu.
Potem wyszeptała:
— Pamiętasz bal?