Pielęgniarka Eva zesztywniała.
„Lilla?”
Jej głos wciąż był cichy, ale słyszałam, jak wstrzymuje oddech.
„Jeszcze raz. Proszę.”
Zebrałam wszystkie siły.
Mój palec wskazujący drgnął ledwo zauważalnie między palcami lewej ręki.
Pielęgniarka Éva natychmiast nacisnęła przycisk przywołania pielęgniarki.
„Potrzebuję lekarza na oddziale 6. Natychmiast”.
Kroki.
Trzaśnięcie drzwiami.
Światło za moimi powiekami.
„Lilla, słyszysz mnie?” zapytał męski głos. To był mój lekarz prowadzący, dr Hegedűs.
Tak.
Słyszę.
Słyszałam wszystko.
Ale usta nie mogły się otworzyć.
„Jeśli rozumiesz, co mówię, spróbuj poruszyć palcem”.
Ruchnęłam nim.
Przez kilka sekund nikt w pokoju się nie odzywał.
Potem głos lekarza stał się inny. Ostrzejszy. Żywszy.
„To świadoma reakcja. Evo, umów się na wizytę. Poproś o konsultację neurologiczną. I nikt, powtarzam, nikt nie poinformuje rodziny, dopóki nie wyjaśnimy twojego stanu”.
Pielęgniarka Eva odpowiedziała natychmiast.
„Rozumiem”.
Następne kilka godzin żyje we mnie w kawałkach.
Światło.
Pytania.
Dotyk na mojej dłoni.
Ruch raz, jeśli tak. Dwa razy, jeśli nie.
Czy mnie słyszysz?
Jeden ruch.
Czy odczuwasz ból?
Jeden ruch.
Czy wiesz, gdzie jesteś?
Dwa ruchy.
Czy pamiętasz poród?
Jeden ruch, a potem coś we mnie poszło nie tak i monitor znów zaczął piszczeć szybciej.
Dr Hegedűs nachylił się do mojego ucha.
„Uspokój się. Twoje dzieci żyją”.
Twoje dzieci.
Liczba mnoga.
Gdybym mogła płakać, to bym to zrobiła.
Ale po prostu tam leżałam i po raz pierwszy poczułam, że moje ciało nie jest już więzieniem, ale drzwiami, które powoli, bardzo powoli się otwierają.
Pielęgniarka Eva wróciła później. Sama.
Zasunęła zasłonę, zamknęła drzwi. Potem włożyła mi do ręki kopię taśmy identyfikacyjnej obu noworodków.
„Pani syn jest na oddziale wcześniaków. Stabilny. Pani córka też żyje, ale jest słabsza. Podano jej tlen i teraz wraca do zdrowia. Nie pozwoliłam im niczego podpisać”.
Miałam nadal zamknięte oczy, ale serce biło mi jak szalone.
Ewa kontynuowała:
„Pani teściowa zapytała mnie wczoraj, jakie środki prawne ma rodzina, jeśli nie chce dalej opiekować się ciężko rannym noworodkiem. Powiedziała, że matka i tak nie jest w stanie sama sobie poradzić”.
W ciemności narastał we mnie tak zimny gniew, że myślałam, że znowu stracę przytomność.
Éva wzięła mnie za rękę.
„Nie pozwoliłam jej iść dalej. Dałam znak ordynatorowi, że sytuacja rodzinna jest niepokojąca. I…” Zawahała się na chwilę. „Słyszałam, co powiedziała Karina. Nie wszystko, ale wystarczająco”.
Później dowiedziałam się, że Éva nagrała szczegół na swoim telefonie. Nie o danych ze szpitala, nie o moim leczeniu. Po prostu słowa Kariny, kiedy myślała, że nikt nie usłyszy.
Wczoraj przymierzałam twoją suknię ślubną.
Twój syn jest piękny.
Nie widziałam dziewczynki. Tak będzie lepiej.
Te trzy zdania później oznaczały ponad sto prób zgadywania.
Moja rodzina dowiedziała się o tym, że reaguję świadomie, dopiero po dwóch dniach.
Dr Hegedűs uzasadnił to obserwacją medyczną. Jednak zobaczyłam to w jego oczach, kiedy w końcu otworzyłam oczy na szorstką powiekę.
Wiedział, że to nie tylko kwestia medyczna.
Pierwsze słowa były trudne do wymówienia.
Miałam sucho w gardle, jakbym od miesięcy połykała piasek. Mój głos brzmiał mniej jak dźwięk, a bardziej jak drapanie.
Éva nachyliła się bliżej.
„Lilla? Co mówisz?”
Moje usta ledwo się poruszały.
„Moje dzieci”.
Oczy Évy napełniły się łzami.
„Są bezpieczne”.
Chciałam pokręcić głową, ale nie mogłam.
Spróbowałam ponownie.
„Nie… dawaj… im”.
Éva zrozumiała natychmiast.
„Nie damy”.
Pokazano mi je tego popołudnia.
Nie można było ich do mnie przyprowadzić, więc Éva zrobiła zdjęcie za zgodą oddziału wcześniaków. Najpierw zobaczyłam mojego syna. Malutką, pomarszczoną twarz, ale silną pięść. Na etykiecie widniał napis:
Márk Kovács.
To imię wybrała Teréz.
Potem moja córka.
Była jeszcze mniejsza. Cienka rurka w nosie, elektrody na klatce piersiowej, maszyna obok. Ale jej dłonie były otwarte, jakby próbowała złapać powietrze.
Na etykiecie widniał napis:
Dziecko B.
Nie nadano jej imienia.
Moja córka nie miała imienia, bo rodzina już się z nią rozstała.
Tej nocy, kiedy Éva weszła ponownie, powiedziałam do niej tylko jedno słowo:
„Anna”.
„Ta mała dziewczynka?” – zapytała.
Gest.
Tak.
Moja córka miała na imię Anna.