„Wiesz, co ci zrobią.”
“Tak.”
„Nie, nie wierzysz. Myślisz, że wierzysz, ale nie wierzysz. Tacy mężczyźni…” Głos mu się załamał.
Ayana podniosła wolną rękę do jego twarzy.
„Widziałem żołnierzy śmiejących się, podczas gdy dzieci zamierały. Widziałem kobiety wyciągane z wozów. Widziałem prawo używane jak maczuga, a Pismo święte jak nóż. Nie mów mi, że nie znam takich ludzi”.
Ból przemknął mu przez twarz.
„Nie jestem wart twojego życia.”
Te słowa rozgniewały ją bardziej niż cokolwiek innego.
Uwolniła nadgarstek.
„Nie mów ich kłamstwa swoimi ustami.”
Wzdrygnął się.
Podeszła bliżej i spojrzała na niego.
„Jesteś moim mężem.”
„W żadnym sądzie nie uznają”.
„W każdym miejscu, które ma znaczenie”.
„Ciebie nazwą dzikusem, a mnie kradzioną własnością”.