Kobieta z plemienia Czirokezów, która zabiła tomahawkiem pięciu łowców niewolników, aby uratować swojego męża-niewolnika, 1839 r.
Potem się ruszyła.
Tomahawk uderzył, zanim przywódca zrozumiał, że wyrok dobiegł końca. Nie użyła ostrza pierwsza. Użyła kolca, wbijając go w miękkie zagłębienie jego gardła z całej siły ramion. Jego oczy się rozszerzyły. Krew zabulgotała na brodzie. Próbował przemówić, ale dźwięk, który wydobył się z jego ust, przypominał mokry gwizd.
Ayana wyrwała broń i obróciła się zgodnie z ruchem.
Drugi mężczyzna wyciągnął pistolet do połowy.
Za wolno.
Przebyła dystans nisko i szybko, tomahawk unosząc się w obu dłoniach i opadając w miejsce, gdzie szyja spotykała się z ramieniem. Ostrze wbiło się głęboko. Jego pistolet wystrzelił w drzewa, a strzał eksplodował przez poranek, wzniecając wrony z sosen. Zatoczył się do tyłu z otwartymi ustami, a Ayana zostawiła w nim tomahawka, ponieważ trzeci mężczyzna już sięgał po karabin.
Zanurkowała za chatę.
Karabin trzasnął.
Kawałek framugi drzwi rozprysnął się tam, gdzie była jej głowa.
Wewnątrz, pod podłogą, Jozjasz słyszał wszystko.
Pierwsze mokre uderzenie.
Strzał.
Buty.
Wykrzykiwane przekleństwa.
Leżał zwinięty w ciemności, z dłonią zaciśniętą na ustach tak mocno, że zęby rozcięły mu dłoń. Ziemia zapełniła mu nos. Pająki gdzieś krążyły wokół jego szyi. Nad nim kobieta, którą kochał, walczyła z mężczyznami, którzy przyszli, by wciągnąć go z powrotem do piekła.
Każda jego część krzyczała, żeby powstać.
Każda złożona przez niego obietnica go przytłaczała.
Na zewnątrz Ayana przywarła do ściany kabiny i nasłuchiwała.
Zostały trzy.
Jeden krążył po drugiej stronie. Zdradził go oddech. Szybki. Nierówny. Przestraszony.
Dobry.
Przerażeni ludzie widzieli duchy wszędzie, z wyjątkiem miejsc, w których faktycznie czyhało niebezpieczeństwo.
Ayana padła płasko na ziemię i prześlizgnęła się pod parapetem, przedzierając się przez liście i wilgotne igły sosnowe. Teraz widziała jego buty. Wypolerowana skóra. Zbyt delikatna jak na las. Przeszedł na wyciągnięcie ręki.
Złapała kamień i wyciągnęła go wysoko.
Kamień uderzył go w skroń.