Wybuchnął śmiechem, nagłym i bolesnym. Potem zakrył twarz.
Ayana pozwoliła mu płakać.
Słońce zachodziło, barwiąc okno na złoty kolor.
Na koniec spakowali wszystko, co mogli unieść: zioła, suszone mięso jelenia, mąkę kukurydzianą, koce, krzemienie, proch, dwa karabiny, amunicję, pieniądze, garnek, młot Josiaha i tomahawk jej ojca.
Zanim wyszli, Ayana wzięła nóż od trzeciego mężczyzny i podeszła do framugi drzwi.
„Co robisz?” zapytał Josiah.
Rzeźbiła powoli. Litery były trudne. Angielski wciąż wydawał się pożyczonym narzędziem, ostrym w nieznany sposób. Misjonarz kiedyś nauczył ją wystarczająco dużo, by czytać Pismo Święte i znaki ostrzegawcze, być może nigdy nie wyobrażając sobie, że wykorzysta tę umiejętność, by oskarżyć świat.
MIŁOŚĆ
JEST
NIE
A
PRZESTĘPCZOŚĆ
Josiah czytał jej przez ramię.
„Nazwą nas mordercami”.
„Oni już to robią.”
„Będą nas nazywać zwierzętami.”
„Oni już to robią.”