CZĘŚĆ 1
Claire Marceau właśnie widziała, jak jej mąż wchodzi do ich mieszkania przy Avenue Foch z kochanką u boku… i ośmiela się przedstawić ją jako dawno niewidzianą kuzynkę.
Była po 22:00. Paryż migotał za dużymi oknami wykuszowymi na ósmym piętrze, ale w salonie o kremowych ścianach powietrze właśnie zrobiło się duszne. Antoine wciąż miał na ramionach płaszcz, pogniecioną koszulę i wilgotne czoło pomimo listopadowego chłodu. Obok niego szła młoda kobieta w szmaragdowozielonej sukience, zbyt rzucającej się w oczy jak na spontaniczną wizytę rodzinną, jakby dobrze znała to miejsce.
„Claire, to jest Maëlys. Daleka kuzynka z Bretanii. Spóźniła się na ostatni pociąg do Rennes, więc zaproponowałem jej nocleg”.
Claire powoli odłożyła książkę na podłokietnik. Spojrzała na Antoine’a, a potem na Maëlys. Słodki zapach perfum młodej kobiety unosił się w salonie. Ten sam, który trzy noce wcześniej wyczuła na szaliku męża.
Uśmiechnęła się, ledwo odsłaniając zęby.
„Dobry wieczór, kuzynko. Czuj się jak u siebie”.
Maëlys nie pytała o pozwolenie. Dotknęła małego fortepianu, spojrzała na obrazy, otworzyła barek, a następnie nalała sobie butelkę japońskiej whisky, której Antoine nigdy nie odważył się dotknąć.
„Nieźle jak na kobietę bez pracy” – powiedziała, siadając na białej, wygiętej sofie. „Antoine mówił mi, że spędzasz dni na sprzątaniu i wybieraniu świec”.
Twarz Antoine’a zbladła.
„Maëlys…”
„Co? Rozmawiam z twoją żoną”.
Claire nie drgnęła. Jej palce po prostu zamknęły się wokół wciąż ciepłej filiżanki herbaty.
Maëlys uniosła kieliszek, wzniosła toast, a następnie celowo przechyliła nadgarstek. Whisky rozprysnęła się na jasnej drewnianej podłodze i beżowym dywanie.
„Ups. Proszę to posprzątać. Antoine mówi, że jesteś w tym bardzo dobra”.
Zapadła cisza. Antoine nie patrzył już na żonę. Patrzył na podłogę.
Claire w końcu wstała.
„Masz rację. Nie powinno tu być żadnego brudu”.
Potem, zamiast po szmatkę, podeszła prosto do Maëlys… i chwyciła ją za rąbek sukienki.
CZĘŚĆ 2
Materiał rozerwał się z głośnym trzaskiem.
Maëlys krzyknęła, przyciskając dłonie do na wpół odsłoniętego uda. Claire trzymała w dłoni szeroki pas zielonej satyny, oderwany od sukienki jako dowód.
Spokojnie przykucnęła i wytarła nim whisky.
Antoine zamarł.
„Zwariowałaś! Ta sukienka kosztuje 2000 euro!” krzyknęła Maëlys.
„89 euro” – poprawiła Claire. „Metka wystawała z tyłu”.
Wrzuciła prowizoryczną szmatkę do kosza na śmieci w otwartej kuchni.
„Syntetyczne tkaniny nie wchłaniają wilgoci. Następnym razem załóż bawełnę”.
Maëlys odwróciła się do Antoine’a, a jej twarz wykrzywiła się wściekłością.
„Pozwoliłeś jej mnie tak traktować? Obiecałeś, że odejdzie! Obiecałeś, że to mieszkanie będzie nasze!”
Słowa spadły jak wazon, którego nie da się skleić.
Claire powoli usiadła.
„Słucham?”
Antoine zamknął oczy. Właśnie zdał sobie sprawę, że jego kłamstwo legło w gruzach.
Maëlys wyciągnęła pierścionek z torebki i uniosła go w górę.
„Poprosił, żebym poczekała jeszcze dwa tygodnie. Powiedział, że się rozwodzi. Powiedział, że zostaje z tobą tylko dlatego, że jesteś krucha”.
Potem Claire odstawiła filiżankę.
„Antoine… powiedz mu, kto naprawdę jest właścicielem tego mieszkania”.
CZĘŚĆ 3
Antoine otworzył usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
W salonie słychać było jedynie płytki oddech Maëlys i ciche trzaskanie elektrycznego kominka. Paryż wciąż błyszczał za oknami, obojętny na upokorzenie, które właśnie pękło w samym środku parkietu.
Claire założyła nogę na nogę, siedząc prosto w fotelu, z twarzą idealnie nieruchomą. To właśnie ta cisza była przerażająca. Ani krzyku. Ani łzy. Tylko to spojrzenie wpatrzone w Antoine’a, jakby w końcu widziała go bez cienia lat.
„No i?” zapytała.
Antoine przeczesał drżącą dłonią włosy.
„Claire, posłuchaj… źle zrozumiała”.
Maëlys wybuchnęła nerwowym śmiechem.
„Źle zrozumiałaś? Pokazałaś mi plany głównego apartamentu! Powiedziałaś, że ten widok będzie mój! Powiedziałaś, że bez ciebie to nic!”
Claire ledwo mrugnęła. To zdanie zapadło jej w pamięć bardziej niż inne. Nie dlatego, że było prawdą, ale dlatego, że ujawniało wszystko, co Antoine ośmielał się sfabrykować za plecami ich małżeństwa.
Przez siedem lat milczała. Przyjmowała zaproszenia na kolacje, na których błyszczał, opowiadając o „ich” sukcesach. Pozwoliła kolegom wierzyć, że to on sfinansował mieszkanie, że jest jedynym żywicielem pary, że ona jest po prostu dyskretną, elegancką i ostatecznie bezużyteczną kobietą. Uśmiechnęła się nawet, gdy jej teściowa podczas lunchu w Neuilly szepnęła przy wszystkich:
„Antoine mógł poślubić bardziej ambitną kobietę”.
Claire nie odpowiedziała tego dnia. Po prostu zapłaciła rachunek w restauracji czarną kartą, której nikt inny nie widział.
Antoine
On jednak za późno zdał sobie sprawę, że jego królestwo spoczywa na imieniu Claire.
„Kochanie” – mruknął, robiąc krok naprzód. „Proszę, nie przy niej”.
„Przy niej?” – powtórzyła Claire. „Wprowadziłeś ją do mojego salonu. Pozwoliłeś jej rozmawiać ze mną jak z pracownikiem. Pozwoliłeś jej pobrudzić mi dywan, żeby sprawdzić, czy się schylę”.