„Nie”.
Twarz Elisabeth stwardniała.
„Więc nauczysz się innego sposobu”.
Diane mruknęła:
„Zła odpowiedź”.
Roman wstał, śmiejąc się.
Wszyscy myśleli, że drzwi wejściowe są podwójnie zamknięte.
Wtedy klamka się przekręciła.
CZĘŚĆ 2
Dźwięk zamka zaparł wszystkim dech w piersiach.
Elisabeth odwróciła się pierwsza.
„Kto tam?”
Roman chwycił Camille za ramię i przycisnął ją do ściany.
„Dzwoniłaś do kogoś?”
Camille wpatrywała się w niego.
„Powinieneś mnie puścić.”
„Bo co?”
Drzwi się otworzyły.
Wszedł mężczyzna, przemoczony deszczem, niosąc wojskową torbę. Jego twarz była chudsza, włosy krótsze, ale oczy takie same: spokojne, ciemne, groźne.
Julien wrócił do domu.
Telefon Diane upadł na podłogę.
Elisabeth zbladła.
„Mój synu…”
Julien spojrzał na rozciętą wargę Camille, czerwony ślad na jej policzku, a potem na dłoń Romaina mocno obejmującą jej ramię.
„Zabierz rękę z mojej żony.”
Roman posłuchał.
Élisabeth natychmiast zrobiła krok naprzód.
„Julien, posłuchaj mnie. Jest niezrównoważona. Chciała nas okraść. Chroniliśmy twoje aktywa”.
Julien odłożył torbę.
„Moje aktywa?”
Camille wyprostowała się.
„Napaść. Wymuszenie. Sfałszowane dokumenty. Próba oszustwa”.
Diane uśmiechnęła się nerwowo.
„Komu, jak myślisz, imponujesz?”
Julien odpowiedział, nie spuszczając z niej wzroku:
„Camille jest audytorem finansowym specjalizującym się w oszustwach”.
Uśmiech Diane zniknął.
Na zewnątrz niebieskie migające światła oświetlały zasłony.
Camille wyjęła telefon.
„Wysłałam plik przed policzkiem”.
CZĘŚĆ 3
Nikt się nie poruszył przez kilka sekund.
Deszcz walił w okna niczym niecierpliwe palce. W salonie wszystko, co zbudowali Camille i Julien, zdawało się wstrzymywać oddech.