Malcolm skinął głową. „Ma rację. Potrzebujemy akt, świadków, opieki społecznej, organów ścigania. Jeśli najpierw tkniesz Briggsa, każdy prawnik twojej matki będzie cię przedstawiał jako niezrównoważonego i zaprzepaści większą sprawę”.
Sebastian zamknął oczy i ciężko oddychał.
Głos Danieli złagodniał tylko nieznacznie. „Zawiodłeś Mateo raz, ufając władzy. Nie zawiedź go ponownie, działając jak władza”.
Otworzył oczy.
„Powiedz mi, co mam robić” – powiedział.
Daniela patrzyła na niego przez dłuższą chwilę. Po raz pierwszy od pięciu lat poprosił, zamiast zakładać.
„Chroń dowody” – powiedziała. „Chroń go. I nie pozwól swojej matce zbliżać się do tego szpitala”.
Rano Evelyn Whitmore już wiedziała.
Kobiety takie jak Evelyn nie potrzebowały, żeby dzwonili do nich członkowie rodziny. Informacje napływały do niej, ponieważ spędziła czterdzieści lat budując świat, w którym pielęgniarki, prawnicy, darczyńcy, sędziowie i dyrektorzy rozumieli, że lojalność wobec nazwiska Whitmore jest nagradzana. O 8:05 weszła do szpitala County General w kremowym wełnianym płaszczu, perłach i z twarzą ułożoną w wyraz macierzyńskiej troski.
Sebastian spotkał ją w holu, a za nim dwóch ochroniarzy.
Przez ułamek sekundy Evelyn wyglądała na niemal zadowoloną. Wierzyła, że przyszedł, żeby ją odprowadzić na górę. Wierzyła, że…
Jak zawsze, burza wokół niej się kręciła.
„Boże, Sebastianie” – powiedziała. „Przyszłam, jak tylko usłyszałam. Gdzie jest ten chłopiec?”
Chłopiec.
Nie Mateo. Nie mój wnuk.
Chłopiec.
Ostatnia nić zaprzeczenia Sebastiana urwała się.
„Nie zobaczysz go”.
Evelyn zamrugała. „Przepraszam?”
„Nie pójdziesz na górę. Nie skontaktujesz się z Danielą. Nie będziesz rozmawiać z żadnym lekarzem zaangażowanym w jego leczenie”.
Jej wzrok się wyostrzył. „Jesteś wzruszony”.
„Nie” – powiedział. „Po raz pierwszy w życiu jestem szczery”.
Evelyn zniżyła głos. „To nie jest rozmowa w publicznym lobby”.
„Nie przeszkadzało ci to, kiedy ukradłeś mojego syna z sali pooperacyjnej”.
Mężczyzna stojący obok odwrócił się. Recepcjonistka podniosła wzrok. Twarz Evelyn zamigotała, a potem stwardniała.
„Nie masz pojęcia, kim była ta kobieta w tamtym czasie”.
„Wiem, że to była jego matka”.
„Była biedna, niewykształcona, niestabilna i zupełnie nieprzygotowana do życia, jakiego wymagało twoje dziecko”.
Sebastian podszedł bliżej. „Więc oddałaś go Royowi Briggsowi?”
Evelyn znieruchomiała.
Znów to samo. Drobna zmiana. Pauza przed wznowieniem przedstawienia.
„Nie wiem, kim ona jest”.
„Dobrze” – powiedział cicho Sebastian. „Więc możesz to wyjaśnić pod przysięgą”.
Evelyn zacisnęła usta. „Uważaj”.
„Skończyłam z ostrożnością wobec niewłaściwych ludzi”.
Spojrzała w stronę wind. „Myślisz, że Daniela wróciła przypadkiem? Myślisz, że to nie jest intryga? Poobijane dziecko, dramatyczne spotkanie, wygodny pozew przeciwko bogatej rodzinie…”
Głos Sebastiana przebił się przez jej głos.