Sylvie zbladła. Élodie odpowiedziała:
„To nie twoja sprawa”.
Potem Léa wstała z krzesła i podeszła do Monique.
„Babciu, chcesz teraz moją kartkę?”
Na kilka sekund twarz Monique się rozjaśniła.
„Léa…”
Pogłaskała czerwony rękaw.
„Jaka śliczna sukienka. Nowa?”
„Ty mi ją dałeś”.
„Naprawdę?”
Cała złość Juliena zmieniła się w smutek.
„Jaka diagnoza? Od kiedy?”
Thomas usiadł z powrotem, zgarbiony.
„Demencja. Od sześciu miesięcy”.
Claire zakryła usta dłonią.
„A ty to ukrywałeś?”
„Radziłem sobie”, odpowiedział Thomas.
„Pozwalając twojej żonie wykorzystać swoje zagubienie, żeby trzymać moje dzieci z daleka?”
Monique mruknęła:
„Nie kłóć się. Są święta”.
Julien przełknął ślinę, co chciał wykrzyczeć. Poprosił Claire, żeby zabrała dzieci do salonu. Idąc za nimi, zobaczył, jak Élodie z niepokojem spogląda na stos papierów ukryty pod magazynem.
Kilka minut później Hugo bardzo powoli przetoczył swoją zabawkową ciężarówkę po dywanie.
„Patrz, babciu, robię to po cichu”.
Monique się uśmiechnęła.
„To słodkie”.
Julien poczuł, jak pęka mu serce. Jego dzieci uczyły się znikać, żeby zasłużyć na prawo do pozostania.
Podszedł do stosu.
„Julien, zostaw to!” – zawołała Élodie.
Pod magazynem przeczytał: „Wzór pełnomocnictwa do sprzedaży nieruchomości”. Poniżej widniał adres domu, a za nim drżący podpis Monique.
„Próbowałeś nakłonić ją do podpisania pełnomocnictwa do sprzedaży domu”.
„To dokumenty chroniące nieruchomość” – odpowiedziała Élodie.
„Przed kim?”
Thomas zrobił krok naprzód.
„Nie rozumiesz.”
„Rozumiem, że mama nie jest właścicielką.”
Nagle zapadła cisza.
Julien wyjaśnił, że kupił dom sześć lat wcześniej. Monique mogła tam mieszkać dożywotnio, ale nie mogła przenieść własności.
Élodie zbladła.
„To niemożliwe.”
„Niemożliwe jest, żeby ktokolwiek uwierzył, że kobieta, która nie pamięta prezentu kupionego trzy tygodnie wcześniej, rozumie pełnomocnictwo do sprzedaży.”
Monique zaczęła panikować.
„Ale to mój dom.”
Julien uklęknął przed nią.
„To twój dom. I tak pozostanie. Zrobiłem wszystko, co w mojej mocy, żeby nikt cię stąd nie wyrzucił.”
Długo mu się przyglądała.
„Zapłaciłeś bank.”
„Tak.”
„Pamiętam, jak płakałam.”
„Ja też.”
Élodie mu przerwała.
„Więc kontrolowałeś wszystko od samego początku.”
Julien wstał.
„Nigdy nie wykorzystałem tego domu przeciwko mamie. Chciałeś wykorzystać jej chorobę, żeby ją odzyskać.”
Odwrócił się do Thomasa.
„Ile zabraliście z jej konta?”
Élodie skrzyżowała ramiona.
„My robimy zakupy i umawiamy wizyty. Opieka medyczna nie jest jej obowiązkiem.”
Nie są za darmo.
„Ile?”
Thomas spuścił głowę.
„Około 80 000 euro”.
Sylvie stłumiła płacz.
„Te pieniądze pochodzą z przelewów, które wysłałem dla mamy” – powiedział Julien.
Monique zapytała cicho:
„Zrobiłam coś złego?”
Léa wdrapała się na podłokietnik i przytuliła ją.
„Nie, babciu”.
Julien położył swoją czarną koszulę na stoliku kawowym.
„Od dziś przejmuję zarządzanie jej finansami i opiekę nad nią. Dajesz mi dostęp do kont, lekarzy, leków i wszystkich wyciągów”.
Élodie prychnęła.
„Nie śmiałabyś”.
„Wykluczyłaś moje dzieci, żebym nie mogła tu przyjść i dowiedzieć się o tym”.
Jej milczenie było przyznaniem się.
Julien sfotografował dokumenty i zadzwonił do Maître Delmasa. Prawnik poprosił go o zachowanie oryginałów i natychmiastowe zabezpieczenie kont.
Kiedy się rozłączył, Thomas wyglądał na przygnębionego.
„Dzwoniłeś do prawnika w Wigilię?”
„Próbowałeś ukraść dom w Wigilię”.
Élodie zapewniła, że Monique podpisała dobrowolnie. Claire odpowiedziała:
„Nie pamiętała sukienki swojej wnuczki. Naprawdę myślisz, że zrozumiała tę sprawę?”
Thomas usiadł.
„Tonęłam. Szkoły, pożyczki, samochód, długi… Nie mogłam już mówić prawdy”.
„Ale wiedziałeś, jak prosić o czeki” – odparł Julien.
Élodie odwróciła się do niego.
„Uwielbiasz poniżać swojego brata”.
„Nie. To on wybrał kradzież”. A ty wmówiłeś mu, że musi utrzymywać życie, na które go nie stać.
Julien postawił warunki: projekt zostanie wstrzymany, dostęp przywrócony, pieniądze zwrócone, a pomoc medyczna zapewniona. W przeciwnym razie doniesie na niego o wykorzystywaniu bezbronnej osoby i próbie oszustwa.
„Czy wysłałbyś własnego brata do więzienia?” zapytał Thomas.
„Chroniłbym moją matkę”.
Nieco później Thomas podał mu telefon.
„Konta. Portal medyczny. Wszystko tam jest”.
Élodie spiorunowała go wzrokiem.
„Ma rację” – powiedział. „To musi się skończyć”.
Gdy wychodzili, Léa zapytała Monique:
„Czy chcesz zatrzymać moją kartę, nawet jeśli będę hałasować?”
Twarz Monique się skrzywiła.
„W domu bez śmiechu dzieci jest zdecydowanie za cicho”.
Na schodach wejściowych, w lekkim śniegu, Thomas podążył za Julienem.
„Przepraszam”.