Diane nawet przejęła kontrolę nad programem. Przed przysięgą przejęła mikrofon, stojąc dumnie w swojej sukni w kolorze kości słoniowej. Przez cztery męczące minuty poetycko rozwodziła się przed stu dwudziestoma gośćmi nad poświęceniem, jakie niesie wychowanie „córki, która lśni”.
„Włożyłam wszystko, co miałam, w to, by moja córka miała wszelkie możliwości” – oznajmiła Diane, a jej głos drżał od skrywanych emocji.
Moja dziewczyna. Pojedyncza.
Stojąc w kolejce druhen, trzymając mocno związany bukiet bladych róż, obserwowałam, jak publiczność kiwa głowami ze współczuciem i szacunkiem. Złapałam wzrok Patricii w czwartym rzędzie. Ciotka ściskała krawędź swojego białego składanego krzesła tak mocno, że jej kostki były białe jak kość. Pokręciła głową w moją stronę – leciutka, rozpaczliwa wibracja. Burza zbierała się, ciemna i ciężka, tuż nad naszymi głowami.
Rozdział 5: Błękitny Grzebień
Sala przyjęć była polem minowym przebranym za miejsce uroczystości. Stół rodzinny znajdował się boleśnie blisko stołu głównego. Razem ze mną siedziały Diane, Patricia, dwie zdystansowane kuzynki wiecznie wpatrzone w smartfony, oraz moja osiemdziesięciodwuletnia babcia, Martha, która mimo dwóch aparatów słuchowych obserwowała salę z bystrą, ptasią inteligencją.
W chwili, gdy sałatki zostały sprzątnięte, Diane
Rozpoczęła swoją kampanię. Pochyliła się w stronę Marthy, mówiąc na tyle głośno, by sąsiednie stoliki mogły podsłuchiwać.
„Nowa pozycja Brooke w marketingu jest po prostu ekscytująca” – rzuciła Diane. „Oczywiście, niektóre dzieci po prostu się rozwijają, gdy zapewni się im odpowiednie podstawy. Kyle ma szczęście, że poślubił kobietę o tak dzikich ambicjach”.
Pociągnęłam powolny, miarowy łyk lodowatej wody. Byłam arcymistrzynią w tej grze. Wiedziałam, jak siedzieć bez ruchu, podczas gdy moja matka nonszalancko opowiadała o mojej nicości.
Ale Patricia łamała scenariusz. Dopiła trzeci kieliszek szampana i rzuciła go z hukiem o stół. Jej policzki były zarumienione, a oddech nierówny. Diane natychmiast zauważyła błąd w matrycy. Na jej spokojnej twarzy pojawił się cień autentycznej paniki.