Do mojego dziecka śpiącego obok mnie.
Do mojej córeczki stojącej przy drzwiach, w szkolnym mundurku, z tabletem przyciśniętym do piersi i do tego niemożliwego zdania:
„Mamo… proszę, nie przyprowadzaj dziecka do domu”.
Tego dnia myślałam, że moje życie się wali.
Ale tak naprawdę…
To był dzień, w którym wszystko zaczęło się od nowa.
Nie w luksusie.
Nie w kłamstwie.
Nie za czarną bramą w Neuilly, z uprzejmymi sąsiadami i idealnymi obiadami.
Zaczęło się od nowa w prawdzie.
W pokonaniu strachu.
W wolności.
A przede wszystkim, z dwoma największymi cudami, jakie kiedykolwiek trzymałam w ramionach:
Moimi dziećmi.